the friendship


Post popełniam pod wpływem silnej dawki kofeiny i wspomnień..... wybaczcie....

Wczoraj to był ten dzień gdy Matka z Ojcem mieli czas dla siebie i tylko.... jak głupki nie wiedzieliśmy co z nim zrobić;p
Kino, kolacja wyjście do znajomych.....
O tym mowa będzie o znajomych .....
 Może zupełnie nie potrzebnie to pisze, może będzie to kij w mrowisko , może to moja wina że czułam sie dziwnie? może nie widzę tego co widzą oni? może się zmieniłam?może do nich nie pasuje?

      Od zawsze otoczona byłam mega paczką znajomych, co sobota się coś działo i zawsze było nas pełno.
Ciąża z Wiki niczego nie zmieniła ,cały czas byliśmy aktywni towarzysko i znajomi przeżywali ciąże z nami .
Ostatnie chwile przed porodem również spędzałam ze znajomymi ba nawet sam poród i pierwsze chwile po również z moja paczką .... wiecie byłam tak dumna tak szczęśliwa że jestem dla kogoś ważna że kochaja moje dziecko, czekaja nie równie niecierpliwie jak na swoje własne. Po porodzie byłam zmasakrowana totalnie a jednak znajomi byli ,przyjaciółki ,koledzy wszyscy.....
Dlatego też Wika ma dwa imiona WIKTORIA MAŁGORZATA (Wika zdecydował teść) a Małgosia od cioci mojego męża i co najważniejsze DWÓCH Małgosi ,bardzo mi bliskich od kąt sięgnę pamięcią. 
Nasze relacje sie nie zmieniły wpadali wszyscy do nas często ,telefon się urywał a i my wychodziliśmy z Wiką wszędzie. Przeżywaliśmy razem kolejne wzloty i upadki.
    Adaś .... o kolejnej ciąży znajomym wyjawiłam podczas imprezy urodzinowej w czerwcu.... pamiętam ta radość z ust moich Gosiek,Madzi (która wcześniej kapke wiedziała) i innych znajomych, czułam sie bezpiecznie wiedziałam ze będzie tak jak z Wika że beda przy mnie.
Poród Adkowy był inny lekki i szybki jednak przy mnie był ktoś inny... przyjaciółki ale z FB to one wisiały na telefonie ,to one przebierały nogami na wieści ,to one pierwsze PO wiedziały to one pierwsze czekały... i choć moi znajomi również w jakimś stopniu czekali było to juz inne. W domu owszem byli u nas pierwsi ,cieszyli sie to było widać jednak z biegiem czasu było ich co raz mniej z nami....
To nie tak że oczekuje być w centrum uwagi, nie ja wiem że każdy ma swoje życie ,prace ,dzieci.....
Tylko czuje że COŚ się zmieniło, coś skończyło zwyczajnie..... jest inaczej....
Moje zeszłoroczne urodziny były fajne bo jedna para wsumie niezawodna zawsze miała czas była i świetowała a reszta, miała wymówkę.... praca,zdrowie i inne chodź zrozumiałam bo wiem jak to różnie bywa w życiu czesto cos jest nie po naszej myśli zwyczajnie..... to było mi przykro i jest do dziś.
W tym roku nie robie urodzin pierwszy raz od 9 lat, chyba nie bardzo mam juz dla kogo.
Sama dla siebie nie czuje takiej potrzeby by robić impreze dla dwojga. Męzuś Ja i dzieciaki spędzimy ten dzien razem na zabawie może to własnie tak bedzie lepiej?
     Czuje się pominięta, mało atrakcyjna towrzysko bo dwoje dzieci...... czuje że juz tu nie pasuje i nie jestem potrzebna przecież wszyscy świetnie sobie radza bez nas....
Czuje że coś przeminęło bezpowrotnie .....


To prawda daje tyle ile bierze.....
Kiedyś pewna koleżanka zadała mi pytanie ILE TY Z SIEBIE DAJESZ???
Zawsze zdawało mi sie że bardzo wiele, pamietam o uroczystościach, dzwonie z życzeniami, jestem zawsze gdy bede im potrzebna. Fakt wychodze mniej ale jeszcze chwilka jeszcze troszke jak Adko podrosnie i bedzie mi lżej! Czy kiedykolwiek będe miała wiecej czasu? NAPEWNO NIE!
Jednak dosyć z wymówkami.... nie mam siły ,czasu.....
Przyzwyczaiłam się tak bardzo do tego że jestem sama z dziećmi aż zapomniałam o sobie .... Maluchy stały się towarzyszami dnia,rozmów ,przyjaciółmi gdy w pokoju płacze z bezradności .....nawet teraz gdy pisze ten post a łzy jakoś tak same płyna Adaś patrzy na mnie.....
Czuje sie sama i chyba nawet samotna , jakoś nie potrafie sobie wyobrazić życia bez znajomych gdy telefon kompletnie milczy jak w naszą rocznice ślubu.....
Życie biegnie szybko,gonimy w piętkę za lepszym jutrem tracąc te wartości ,które sa tak naprawdę najważniejsze w życiu.
    Pewnie się zmieniłam, pewnie tez nie jestem ta sama osoba co kiedyś jednak jest coś co we mnie jest takie samo od wielu wielu lat....

KOCHAM MOICH PRZYJACIÓŁ bez względu na wszystko.





16 komentarzy:

  1. Ja mam tak od baaaardzo długiego czasu... I nie czuję się z tym źle, zdążyłam się chyba do tego przyzwyczaić... A jeśli chodzi o urodziny, no cóż kiedyś przychodzi ten moment, że o naszych urodzinach po prostu się nie pamięta... Narodziny dzieci wiele zmieniają w naszym życiu...
    Czasem chyba po prostu lepiej mieć małe grono zaufanych osób przy sobie niż duże grono małowartościowych...
    Trzymaj się ciepło i pamiętaj, że możecie na nas zawsze liczyć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje!!:* wiesz ja nie dokońca sobie z tym radze,doszukuje winy w sobie ,od zawsze otoczona kordonkiem znajomych , jestem zwierzem stadnym i uwielbiam tłumy ludzi w domu a tak czuje sie jak zapomniana zabawka .
      Być może to jest tylko i wyłacznie moja wina i za miast mieć żal powinnam zerknac w lustro i pomyśleć co robie źle.

      Usuń
    2. Uspokój się Kobieto!!! To nie Twoja wina!!! To ludzie się zmieniają i z czasem po prostu inne rzeczy stają się dla nich ważne. Zwłaszcza gdy zakładają rodzinę - to ona staje się dla nich całym światem a zapominają wtedy o znajomych i o pielęgnowaniu przyjaźni. W sumie to rozumiem ich. W końcu rodzina jest najważniejsza, ale chyba czasem każdy z nas potrzebuje chwili wytchnienia, chwili dla siebie, chwili na pogaduchy przy kawie i ciastku.

      Usuń
    3. to fakt , zazwyczaj udawalo mi się pogodzic wszystko, trzeba tez troszke checi i do tanga trzeba dwojga jak mawiaja
      wiesz ja rodzine i przyjaciol traktowalam na równi wszyscy sa wazni
      chyba musze to wszystko przemyślec na spokojnie.

      Usuń
  2. Ja już dawno doszłam do wniosku, że nie mam przyjaciół - tak, to prawda. Mam za to grono znajomych, bo na tytuł przyjaciół nie zasługują. Wiele się zmieniło, kiedy pozakładali rodziny i po prostu o nas zapomnieli. Czasem się odezwą, ale głównie wtedy kiedy czegoś chcą. Nie mają czasu żeby pogadać, spotkać się tak po prostu. Z biegiem czasu - choć zabrzmi to okrutnie - żałuję że zgodziłam się zostać chrzestną dla dziecka mojej wówczas przyjaciółki.To było 11 lat temu. Przez ten czas nasze relacje mocno się ostudziły. Żałuję, bo to dziecko widuje ciotkę wyłącznie w swoje urodziny. Przykre to jest, ale prawdziwe.

    ale się rozpisałam, chyba powinnam sama pomyśleć nad jakimś blogiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez mam chrzesniaka takiego i moje relcajce z ta kolezanka rowniez mocno sie ostudzily majac ten rozum i wiedze wtedy odmowilabym.... i maja racje ci co mowia zeby byc chrzesnym to w rodzinie moze najgorsza byc ale rodzina, a bloga zakladaj !!!!!

      Usuń
  3. Poruszasz na swoim blogu ważne tematy, które poruszają i powodują że na chwilę przystajemy i razem z tobą zastanawiamy się nad danym problemem. Bo "przyjaźń" jest problemem wartym głębokich przemyśleń. Zanim zaczniemy jednak oceniać innych powinniśmy zacząć od siebie. Może to my zbyt wiele oczekujemy od przyjaźni. Sama życzyłabym sobie takich serialowych "Przyjaciół", ale czy to jest możliwe, czy takie przjaźnie zdarzają się na prawdę? Może zbyt wiele oczekujemy... hmmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz wczoraj było fajnie serio ,pogadałam ale hmm nieumiem tego ubrać w słowa... było inaczej ja sie czulam inaczej obco zupełnie.
      Wiem ze nie jestem idealem zdarza mi sie nie odpisac na sms nie oddzwonic nie wyjsc bo zwyczajnie po całym dniu wkladam glowe w poduche i marze tylko zeby dzieciaki spaly ;p wiem tez ze tworze wymowki bo dzieciaki bo mi sie nie chce.... nie oczekuje cudu nad wisła zwyczajnie czasem telefonu odwiedzin zwykłych takich ....

      Usuń
  4. Mówią również, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie....

    Mylisz się mówiąc,że to twoja wina. Niby dlaczego? Bo jesteś ŻONĄ,bo masz dwójkę wspaniałych DZIECI? Bo nie możesz wyjść z kumpelą na kawkę wtedy kiedy ona zadzwoni? Przepraszam,ale zna Twój adres i gdyby była "prawdziwa" wiedziałaby,że może przyjść zawsze... To czas zmienia ludzi. Biegają, pracują, o sobie nie myślą... Głowa do góry! My jesteśmy, niedługo się widzimy:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest wiele racji w tym co piszesz
      czas zmienil ludzi spedzaja kazde chwile z rodzina a "przyjaciele" sa tylko wtedy gdy maja tzw wychodne bez dzieci raz na ruski rok....
      albo cos zmienimy w nas samych przestaniemy uganiac sie za wszystkim albo stracimy bardzo wiele
      Czekam na was z ogromnym utęsknieniem:*

      Usuń
  5. Jestem zdania, że prawdziwy przyjeciel zawsze jest.
    Ciałem, duchem, czy myślami ale JEST.
    Obojętne więc, czy urodziłaś 5 dzieci, masz 4 męża z kolei...
    Prawdziwy przyjaciel zawsze JEST.
    By przytulić, posmiać się, kopnąc w dupę, czy opieprzyć z góry na dół stawiając nas do pionu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czeka mnie w takim razie wiecej przemyśleń niz myślałam...

      Usuń
  6. Hmmm wiesz,ze mam bardzo podobne przemyslenia?
    Ale wiem,ze oprocz tego,ze ja sie zmieniłam to zmienili się też moi znajomi.Mamy inne priorytety.
    Oni jeszcze imprezują,robią kariery.
    Ja w domu z dziecmi.
    Czasem mam wrazenie,jakbym była dla nich troche kims gorszym teeraz. Bo siedze w domu,bo wychowuje dziecko to pewnie nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
    Nie wszyscy oczywiscie.Ale po części niestety to widzę.
    Ja tez jestem inna.
    Nie zalezy mi na imprezach.
    Stałam się bardziej domatorką,a jesli juz wyjscia to wolę być z rodziną.
    Myślę,że w takich wypadkach wina czesto lezy po obu stronach.
    Ale chyba taka kolej rzeczy.
    Mam jedna przyjaciolke od ponad 20 lat.
    Mieszka teraz w Warszawie,ale wiem,ze jest,ze zawsze pomoze,ze zawsze mogę na nią liczyć.
    I chyba ta swiadomosc mi wystarczy by nie myslec o tych "innych"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wiem ze sie zmienilam ale oco chodzi obserwujac rozmowe stwerdzilam ze jestem kompletnie nie w temacie i niemam nic do powiedzenia bo zwyczajnie oni sie spotykaja maja swoje sprawy i tematy ja ich nie mam.... wiec nie dokonca tez dzieci im przeszkodziły w spotykaniu to jakby jedynie nas omijano. kiedys pewnie bardzo bym zabiegala o naprawe relacji teraz chciałabym aby ktos docenił mnie,jednak gdy to sie nie stanie świat się nie skonczy. mam moja Anke co prawda w Bydgoszczy ale rowniez mam to poczucie ze jest i zawsze bedzie a to najwazniejsze, poza tym mam WAS!!!!!! i dzieki temu czuje sie bezpieczna Ola,Ty,Malva,Ania,Aśka i wiele innych jesli potrzebuje mam gdzie zadzwonic i sie wygadac.

      Usuń