razem

Poniedziałkowy wieczór zakończyłam filmem ... Późną nocą i nie pamiętam na jakim już kanale moim oczom ukazał się obraz rodzącej kobiety... nic nad zwyczajnego na pierwszy rzut oka... jak się potem okazało owa przyszła Matka była żoną lekarza ginekologa... podczas porodu zemdlała i wydała na świat bliźnięta: chłopca i dziewczynkę....Dziewczynka była chora .... miała zespół downa  (akcja filmu działa się jakieś 18/20 lat przed moimi urodzinami w granicach 1970 roku może troszkę później) wtedy wierzono że takie dzieci umierają szybko .... Lekarz a ojciec dzieci zdecydował że powie swojej żonie o śmierci dziewczynki a ją samą kazał Położnej a swojej przyjaciółce zawieść do domu opieki dla takich dzieci.... ( w dzieciństwie zmarła jego siostra ...a jego matka strasznie cierpiała chciał zaoszczędzić bólu żonie) Kobieta wzięła zawiniątko i pojechała przez śnieżyce .... gdy jednak weszła do ośrodka zdębiała na widok tego jak te dzieci były traktowane... nie oddała dziewczynki i postanowiła że stanie sie jej matką ...
Rodzina lekarza cierpiała Żona odczuwała pustkę przez wszystkie lata... On sam oddał się fotografii podświadomie szukał w różnych dziewczynkach swojej córki... rodzina oddalała się od siebie coraz mocniej.... Dziewczynka dorastała a jej przybrana Mama walczyła o równe prawa dla niej,uczyła ja ,dbała a przede wszystkim bardzo kochała.
Lekarz regularnie wysyłał Położnej pieniądze na utrzymanie córki (na podane przez nia adresy... nie chciała by odebrał jej kiedyś dziecko) z biegiem lat... owy lekarz odszukał Córkę, gdy na nią patrzył zrozumiał jak wielki błąd popełnił ,jak jedna decyzja ZŁA decyzja zaważyła o życiu tylu ludzi... żony, brata ,położnej... i samej chorej dziewczynki....
Po jego śmierci wyszło na jaw co zrobił... żona z synem odszukali dziecko ( 18 letnią już dziewczyne) znaleźli ja w dniu Matki gdy dziewczynka wręczała kwiaty przybranej mamie.... w tedy Położna odwróciła sie i powiedziała do blond włosej Kobiety że to jest jej mama.... dziewczynka rozdzieliła bukiet na dwie części i wręczyła je obu kobietom....

Zmagałam się z tym postem prawie cały tydzień... dobrze że zaniechałam wklejenia go przed majówką...
Wczorajszy dzień spędzony z moją rodziną (mimo iż każdy dzień spędzamy razem) był inny pojechaliśmy w moje rodzinne strony ,w miejsca gdzie spędzałam każde wolne dni ,każde święta i wakacje ....
Wchodząc do babcinej kuchni czułam zapach pudrowych cukierków ,specyficzny zapach wody kolońskiej dziadka.... Nic się nie zmieniło te same mury, drewniana szopa... rozpadające się ogrodzenie z belek.... nawet łąka wydała się taka jak kiedyś ... kwiaty w tym samym miejscu i wielki kasztan....
Poczułam sie jak mała dziewczynka beztrosko i szczęśliwie... to samo chciałam pokazać dzieciom.
Zawsze gdy byliśmy u dziadków pierwsze co ruszaliśmy do lasu i tym razem było tak samo... ten zapach drzew ,ćwierkanie ptaków....
Wika dokazywała ,Adaś gadał każdy się śmiał....
Zrozumiałam jak nie wiele do szczęścia jest nam potrzebne .... wystarczy że jesteśmy razem.
Spotkanie z siostrą sprawiło że zrozumiałam jak ogromny wpływ na nas mają decyzje z przeszłości jak mocno trzeba uważać na to co się mówi i myśli by nie zniszczyć przyszłości... dziś nie wyobrażam sobie by chrzestną Adasia miał być ktoś inny a jeszcze kilka lat temu .... było inaczej....
Nie chce zniszczyć wspomnień Wiki czy Adasia nie chce okraść ich z relacji ,które zaczynają budować z dziećmi z naszej rodziny czy znajomych. Nie chcę by czuły niechęć do kogokolwiek po przez relacje dorosłych tak jak to było z moim wypadku ... Wiem że pewnych relacji już nie odbuduję a utracone zaufanie nie zostanie odzyskane ... wiem że mimo starań moich czy zabiegania pewni ludzie się nie zmienią... przeszłość krąży w ich żyłach a może tez nie chcą zmian takim dobrze ,dobrze bo bez nas... i niech tak będzie.
Jedno wiem daleka droga przed nami wszystkim ... budowanie relacji dobrych relacji mąż-żona to kompromisy ,to nauka słuchania drugie człowieka to akceptowanie jego potrzeb czasem zgoła innych niż moje.... przeszliśmy niezła wyboistą drogę razem ,wiele trudu... ale takie dni jak dziś zwykłe dla innych a magiczne dla nas ... zwykły spacer po lesie, za rękę przy sobie to jest to czego nam trzeba być razem i razem patrzeć w przyszłość przede wszystkim w jednym kierunku.
Pomysł przeprowadzki za miasto jest strzałem w dziesiątkę , razem budujemy nasze miejsce na ziemi zcala nas to a ciężka praca dodaje sił. Zaczniemy od nowa budować przyszłość ....
Szczęście jest tylko w tedy gdy ma się je z kim dzielić... a ja mam przy sobie najwspanialszych ludzi na świecie.










Droga w życiu chodź czasem bywa trudna ... i wydaję się nam nie do przejścia ... razem z kochanymi ludźmi przejdziemy ją gładko <3

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. dziękuje ,starałam się na tyle ile się da ;p

      Usuń
  2. Czasami fajnie jest wrócić do dzieciństwa... Super zdjęcia:) Takie spokojne, ciche...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i takie było moje dzieciństwo .... a tam czas płynie wolniej ,wszystko jest łatwiejsze...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. zapraszam :)) w tym lesie stoi brzoza... kiedyś w kryzysowym momencie Tata powiedział mi że pocieranie brzuchem o brzozę przynosi bobasa... wiem że to głupota ale był taki moment że w to wierzyłam.... do dziś pamiętam ,które to było drzewo

      Usuń
    2. Mam mnóstwo brzózek za blokiem, może wyskoczę wieczorkiem jak już wszyscy będą spali :)

      Usuń
    3. hiihih polecam :)) buziaki dla was :*

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. dziękuje ,miło było wrócić tam chociaż na chwilę

      Usuń
  5. Też lubię wracać do miejsc z mojego dzieciństwa, największy sentyment mam do Chojnowa, gdzie spędzałam każde wakacje u babci. Małe urokliwe miasteczko na dolnym śląsku. Niestety ze względu na znaczną odległość bywam tam teraz bardzo rzadko. Kiedy tam jestem napawam się widokiem poniemieckich kamienic, szumem rzeczki przecinającej miasteczko i śpiewem ptaków w parku. Nie raz myślę, że wolałabym mieszkać tam niż tutaj i może kiedyś zrealizuje to marzenie, może...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla tego ja tak bardzo czekam na wyprowadzkę za miasto... wiem że muszę uważać by nie zamknąć się w swoim świecie ale chyba własnie radykalna zmiana jest mi potrzebna

      Usuń