Jeden dzień

Często słyszę w swoją stronę „ rany podziwiam Cię” (ciekawe za co ? leku na raka nie wynalazłam ,wybitnym profesorem też nie jestem) inni mówią „współczuję Ci” (i tu też się zastanawiam niby czemu?  chora jestem a może trędowata? NIE!) „jak Ty sobie radzisz” ( nie radzę  dzieci chodzą brudne i niedojedzone no i zasmarkane a w domu syf)  Posiadanie dwójki, trójki czy w ogóle wielodzietność to taka abstrakcja dla ludzi? Życie w wersji hard? Coś czego nie da się ogarnąć?
               
Nie twierdzę że każdego dnia jest sielanka a dzieci wystrojone cały dzień siedzą każde w swoich pokojach ucząc się alfabetu … No nie jest idealnie i czasami mam ochotę zwiać w siną dal ale takich dni na siedem w tygodniu jest raptem jeden/dwa. Dzieciaki są starsze i docierają się każdego dnia nie zawsze jest łatwo dogodzić dwóm zupełnie innym charakterom ale da się naprawdę. Nie czuję się codziennie zmęczona i wymięta nauczyłam się planować dni tak bym miała czas na wszystko nawet na chwilę dla siebie. Sprzątanie rozkładam na raty… bo nawet gdybym zrobiła z wywalonym jęzorem wszystko na raz śmiem twierdzić że wieczorem śladu by nie było po mojej pracy… robiąc to na raty każdego dnia jest w miarę czysto i nikt do podłogi się nie klei. Obiad też robię na 2/3 dni dzięki temu zyskuję dodatkowy czas. To co nie zmienia się każdego dnia to śniadanie (miej więcej jedna godzina) dzieciaki jedzą razem a potem oglądają bajkę (i w tedy ja mam godzinę dla siebie i dla was) po śniadaniu każdego dnia wychodzimy (staram się by te miejsca były inne ,by zaciekawiły je i wycisnęły troszkę energii ;p ). Nie wiem czy nie mam niegrzecznych dzieci czy takie bajtowe podejście czy ktoś nad nami czuwa … ale kocham te nasze dni. Bycie w domu z dziećmi to jest właśnie to co chce robić i być. Całe życie toczy się wokoło nich i dla nich ich szczęście daje mi radość i siły do życia.
Wiem że ludzie pukają się w czoło gdy słyszą o moim pragnieniu trzeciego dziecka. Dla mnie jest to normalne i nic strasznego wiem że dam sobie radę bez problemu jak dotychczas. To co się zmieni to tylko fakt że będzie nas więcej. Tak widzę swoje życie i szczęcie.

                Każdy musi znaleźć swój złoty środek na życie z jednym dzieckiem czy dwojgiem i więcej. Dzieci nie podcinają skrzydeł nie zabierają marzeń ani planów przekształcają je tylko na inne. Jeśli nauczymy się widzieć i słuchać to dzieci właśnie pokażą nam inny lepszy świat.









8 komentarzy:

  1. chciałabym mieć dwójkę dzieci, moje maleństwo ma już rok i coraz częsciej myślę o drugim ale boję się - czy sami z mężem damy radę, czy starsze nie będzie czuło się odrzucone, jak ogarnę dwójkę jak np.zachorują, jak ogarnąć spacery czy kąpanie i usypianie. boję się,że jak za długo będę czekała to za 3-4 lat nie będzie mi się chciało znowu wchodzić w pieluchy., czy w pracy nie wkurzą się ze niedawno wróciłam a już znowu przerwa...dla mnie takie osoby jak Ty czy Zuzulenka są mega i uwielbiam czytać Wasze blogi. chciałabym być tak odważna i zaradna z dwójką jak wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie kwestia odwagi :) usypianie u nas wygląda tak że ja usypiam Adasia (lubi być głaskany) w tym czasie Tata jest z Wika llub ona usypia sama jest na tyle samodzielna ze woli np na dobranoc bajkę... trwa to 10 minut i śpi . Spacery nigdy nie były dla mnie kłopotem wychodze codziennie od pierwszych chwil (21 no prawie 22 mieś róznicy miedzy dziecmi) Wika chodziła na nogach Adaś w TULA lub gondoli na dalsze wyprwy albo Wika w wozek Adaś tula albo prosiłam o pomoc mame czy teściowa. Zorganizowałam sie i przewartościowałam życie i dni na to co ważne lub nie co do chorowania hmmm to temat rzeka dla mnie bo dzieciaki razem chorowały raz ... i trwało to dwa dni ... i albo sa chorzy oddzielnie co i tak zdarza się mega mega od święta albo nie choruja....Ja wiedziała ze albo dziecko bedzie jedno po drugim albo w cale.... z uwagi na wygodę itp ... a jeśli chcę trzecie to teraz... bo nie będzie go nigdy... moim plusem ogromnym uważam jest wsparcie rodziny ogromna pomoc męża,mamy,teściowej i rodzeństwa męża także przyjaciele sa blisko przy nas i pomagają.... u nas zawsze mieszkanie pełne jest ludzi albo my ciągle poza nim .

      Usuń
    2. no my nie mamy do pomocy na miejscu nikogo z rodziny - siostra mieszka na drugim końcu Polski, mama też daleko a znajomi sami mają małe dzieci więc jeżeli wpadają to ze swoimi skarbkami ;) na dodatek mąż sporo czasu spędza w pracy więc większość ogarniania byłoby na mojej głowie, bo pomoc miałabym dopiero późnym wieczorem i weekendami. biję się codziennie z myślami, nie chcę jedynaka...mąż mówi żebysmy postawili na los i niczego nie planowali ale i nie wzbraniali się - ryzyko musi być :) tak jak mówisz to też kwestia wygody bo po co składać łóżeczko, pozbywać się wózka jeżeli chciałabym żeby jeszcze się przydało. i gdzie trzymać te wszystkie ubranka,które uparcie odkładam :))
      tyle,że praca też jest dla mnie ważna i bądź tu człowieku mądry ;)

      Usuń
    3. ps. trzymam kciuki za trzecie - myslę,że będziesz świetną mama takiej gromadki

      Usuń
    4. ihhiih oj czyli to odkładanie to też sygnał... trzymam za Ciebie kciuki!! jeśli poczujesz że to już to będzie.... a jeśli nie to trudno.
      JEDYNAKI są super fajne wiem coś o tym bo sama nim jestem :))

      Usuń
  2. Heh, mnie podziwiają, że sama jestem :P to dopiero wyczyn wychować dziecko w pojedynkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihi no Ty to dzielna jesteś;p ludzie popadaja w skrajności że niby cięzko hard i wogóle beeee a wcale tak nie jest:*

      Usuń
  3. U nas jest na razie jedynaczka, ale może to się zmieni :)) Myślę, że nie wyobrażamy sobie pewnych sytuacji, dopóki się w nich nie znajdziemy. Ja się bałam, jak dam sobie radę z córką, studiami i pracą. Ale dało się zorganizować. Studia skończyłam. Da się? Da się. Myślę, że tak samo jak nie wyobrażam sobie opieki nad dwójką, tak jak będzie dwójka to zorganizuję się :) Uważam, że jak człowiek chce, to wszystko da radę zrobić. Tylko jak ja dwójkę do mojego ukochanego Teatru Małego Widza zabiorę? Teatr jest dla dzieci od roczku, więc ja urodzę, to będę musiała roczek przerwy zrobić w tym moim ukulturalnianiu dziecka (vel. dzieci - już niedługo :P)

    OdpowiedzUsuń