Mój świat w pigułce

Mój świat w pigułce …
                Mój świat nie jest idealny, nie wstaję rano w pięknym makijażu z aparatem w dłoni by zrobić jeszcze w piżamach moim dzieciakom sweet focie na fb bloga. Może dla tego że za długo śpię a na pewno 30minut dłużej niż moje pociechy… tak to One wpadają do mnie do łóżka każdego ranka i nie ważne czy to 6 rano czy 9 zawsze krzyczą  „wstawaj Ilona no słońce świeci!!! Dzień mamo dzień!! Wstawaj robić śniadanie” oczy się kleją ale są to najpiękniejsze poranki jakie znam. Dzieciaki wsuwają swoje śniadania a ja snuję się po domu zgarniając to czego nie pochowałam wieczorem… zaparzam kawę  i siadam do laptopa by przywitać się z wami.

                To co sobie zaplanuje swoją droga skrupulatnie (jestem mistrzynią w planowaniu) a to co wymyślą dzieciaki to dwie różne sprawy… najczęściej zabieram się za sprzątanie ,które i tak po paru minutach rzucam w diabły bo akurat mam zaproszenie do salonu fryzjerskiego by Wiki albo muszę być konikiem bo Strażnik Texasu Adaś poluje na bandytów czyli na Siostrę… wytchnienie przychodzi gdy w granicach 11 w drzwiach staje babcia T ja mam w tedy wolne i mogę spokojnie rozkoszować się wolnym czasem przy garach (no chyba że obiad jest to wracam do szczoty a jak mi się nie chce latać i sprzątać robimy nic czyli jeszcze większy bajzel niż był). Zmykamy na spacer gdzie Adaś zalicza drzemkę ,Wika zaś lata jak Fus dookoła wózka po czym stanowczo mówi NIEŚ MNIE… ( poważnie rozważam sprawienie sobie dostawki, drugiego wózka czy czego kol wiek co by jej w pazurach nie nieść przez połowę miasta). Powrót do domu wiąże się z karmieniem towarzystwa ,jeszcze większą zabawą niż do południa… powrotem taty i plany… ale dziś zobaczymy sobie film… winka się napijemy …będzie cisza… JEST… wszyscy czworo śpimy jak zabici.
                Kompletnie nie wiem jak dawałam sobie radę przez 6 pierwszych miesięcy bycia mamą dwójki dzieci…. Jak ja ogarniałam wyjścia codzienne z dwójka? Wiem że wyglądałam komicznie opasana nosidełkiem, torbą i Wiką na siedzącą mi na boku… i to ukochane czwarte piętro! Z czasem codziennie chodziłam do rodziców lub jeździłam z dzieciakami autobusem gdy całą trójkę bolały nogi. Mam wrażenie że było mi łatwiej a może życie było spokojniejsze a moją głowę zaprzątały tylko dzieci.
                Teraz tych problemów jest troszkę więcej i chyba bardziej doceniam chwilę razem z moją rodziną. Przestałam się dwoić by dogodzić każdemu i by każdy mnie lubił… nie musi. Jeśli ludzie nie akceptują mnie takiej jaka jestem to po co się starać? Wszystko można powiedzieć się unormowało. Dni są podobne a w zasadzie podobnie radosne, jesteśmy razem. Staramy się wychodzić z domu tak często jak się da, do rodziny (a mamy taką wspaniałą… no większą jej część) dla przyjaciół zarezerwowany jest każdy sobotni wieczór, gdy dzieci śpią do nas przychodzą goście i wreszcie można porozmawiać na inne tematy niż w co się bawimy ,zjesz zupkę… to nasz czas nasze dorosłe chwile.
                Nie zawsze jest słodko i kolorowo chociaż ja lubię pisać i mówić i mieć różowo bo czy szczęście jest złe? a teraz nastał kult bojkotu lukru i radości… nie u nas! Pozytywne myślenie działa cuda… mimo zmęczenia, mimo łez i ciężkich chwil ostatnio dalej wyciskamy z doby 200% normy. Nie przestajemy żądać od dnia dawki szczęścia , nie przestajemy się przytulać i nie zapominamy mówić kocham Cię…

                Marze o dużej rodzinie… od zawsze chciałam mieć troje dzieci… idę pod prąd ale jestem bliżej celu niż kiedykolwiek …








4 komentarze:

  1. i ja zawsze marzyłam o dużej rodzinie zaraz po tym jak chciałam być zakonnicą i broń może nie chciałąm rodzić :)teraz czeamy na trzeciego syna :) i nie wykluczamy w przyszłosci kolejnych starań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też ja też chciałam być zakonnica ale jak powiedzieli mi że dzieci nie maja to odpuściłam ;p

      Usuń
  2. Pięknie napisane - twój świat w pigułce. Gdy dowiedziałam się, że jestem z Lenką w ciąży byłam przerażona ( Alan miał wtedy 1,5 roku, Julka 8 lat ) ciągle się zastanawiałam jak ja sobie dam radę? Nie było źle, a teraz gdy Lenka ma 2 latka jak patrzę na nich mam momenty, że po polikach płynął mi łzy ze szczęścia :) Ściskam Cię mocno <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mówię że sie nie boję.. trojka dzieci to nie lada wyzwanie ... jednak tak bardzo tego pragnę... może nie teraz za rok.... dwa ale kiedyś na pewno
      całuje :*
      p.s jesteś moją inspiracją :*

      Usuń