O związku

Dziś rzecz będzie o związkach w cale nie o idealnych i próżno wam też szukać przepisu na szczęście, gotowej listy co robić by było dobrze…

Z Ł jesteśmy razem dobre 10 lat i możecie mi wierzyć oboje mamy ciężkie bardzo ciężkie charaktery… nie zawsze się dogadywaliśmy.

Wszystkie problemy a morze lepiej kłótnie opierały się na jednym (cwano pisać po latach) „nikt nie chciał ustąpić” a moja racja była bardziej „mojsza” niż jego dodać do tego zawziętość i brak słowa przepraszam nie raz dawało mieszankę wybuchową.

Z biegiem lat zmienialiśmy się Oboje bo Dwie osoby muszą chcieć zmian…
Sukces osiągnęliśmy oboje stając się rodzicami. Myślę czasami nawet że to właśnie jest to co nas ocknęło… (kto wie może gdyby nie pierwsza ciąża a potem Wika nie byli byśmy dziś razem).

Ł stał się tym facetem jakiego chciałam zawsze w nim widzieć. Wreszcie też po wielu wielu rozmowach (i jego tłumaczeniach) zrozumiałam że nie znajdę lepszej „przyjaciółki” niż On… jego rady stały się cenniejsze…

Wstyd mi było za to jakie awantury tworzyłam…. Myślałam że chce wybierać mi znajomych, zamknąć jak w klatce by mieć tylko dla siebie sprzątaczkę i kucharkę (chociaż w tym ostatnim Master Chefem nie jestem). Dziś wiem że wszystko to co robił i mówił było tylko po to by mnie chronić… kolejna sprawa że w swych osądach był bez błędny… (fakt wolałabym się nie przekonać o tym ) ale taka jest prawda Osoby, o których mówił „nie są dla Ciebie” od kilku lat  nie mają z nami żadnego kontaktu. Ile było by prościej gdybym go od razu słuchała?
Ł ma swoje wady jak każdy człowiek… moje postrzeganie go zimnym czy oschłym w kontaktach z innymi wynika tylko z jego ostrożności … nie chce cierpieć… ale gdy jest przyjacielem i gdy kocha oddaje się 100% w tej relacji.

Wskoczyliśmy na dobre tory oboje.

Ja zostałam w domu z Wiką On zarabiał na nas pieniądze.

Podzieliliśmy obowiązki jedni śmiali się że nie sprawiedliwie bo przecież ja „siedzę w domu” i mogę spać jak dziecko śpi … to czemu On gotuje…. Proste mój Mąż gotuje bo robi to lepiej bo to lubi… fakt w tygodniu robię to Ja ale zawsze gdy On ma na to czas czy siłe przejmuje moje obowiązki. Cała reszta domowych zajęć to moja działka…. Czemu? bo JA LUBIĘ SPRZĄTAĆ J dbać o dom czy mieć wszystko w nim po swojemu… a jaka jestem dumna gdy Ł czegoś szuka a ja mówię „w szafie od strony drzwi 3 półka od góry za różowymi ręcznikami” to troszkę tak jak szefowa w biurze mówiąca gdzie są ważne dokumenty.

Dajemy sobię wolność… Czasem Ł potrzebuje wyskoczyć do kolegi i całkiem to rozumiem, po dniach w pracy gonitwie chce się zresetować i rozmawiać z kimś na swoje tematy. Padła więc kolejna nasza związkowa zasada „soboty są dla znajomych” w zasadzie od dawna w ten dzień albo nasz dom jest pełen przyjaciół albo my zabieramy dzieciaki i nas nie ma. Zwykłe rozmowy z dorosłymi i nie koniecznie o kupach czy zupach dodają wiele energii. Warto więc pomyśleć o tym by nie zamykać się w domu.

Bywa też tak że w tygodniu po pracy Ł wyskoczy do kolegi lub do nas ktoś wpadnie. Kilka lat wstecz darłabym się jak wściekła… że nie i mowy nie ma bo ja z dzieckiem sama ….a kąpanie i kolacja… te wszystkie czynności przy obojgu lubię i wykonuje sama więc czemu On ma nie wyskoczyć na ta godzinkę skoro i tak nie jest mi potrzebny do pomocy? On się cieszy , że wyjdzie odetchnie a ja cieszę się że jest szczęśliwy… bo gdy wraca jest tylko mój uśmiechnięty i zrelaksowany.

Sprawa działa w obie strony, w środku tygodnia ja sama wychodzę po zakupy do galerii, widuje się z koleżankami na kawie raz z jednym dzieckiem raz z dwójką ale gdy chcę wieczorem Ł może z nimi zostać, doskonale wie że godzina tylko dla mnie w ciszy i bez troski o małego człowieka to wiele.

Dopuszczamy do siebie pomoc innych, oboje nie jesteśmy robotami i czasem mamy dosyć… w tedy wkraczają babcie biorą Maluchy do siebie a my w tedy odpoczywamy we dwoje.

Rozmawiamy… kiedyś oboje mieliśmy z tym problem… okazywanie uczuć, emocji czy słabości teraz gdy za nami wiele sytuacji wymagających od nas totalnego zaufania, wybaczenia błędów czy próby miłości nauczyła nas że nie ma nic bez rozmów. Dzięki temu całemu bagażowi jaki ze sobą dźwigamy nie ma kłótni dłuższych jak 10 minut zawsze ktoś ustępuje (zazwyczaj JA) a potem rozmowa i godzenie się…

Doceniliśmy życie jakie mamy, szczęście jakie nas otacza. Życie jest tak kruche i ulotne że nie chcemy więcej tracić czasu jaki jest nam wspólnie dany. Wiem że ktoś mnie kocha i to mocno, wiem że dba o mnie tak jak tylko potrafi, wiem że wszystko to co robi, robi z myślą o nas by żyło się nam lepiej. Ja dumnie stoję u jego boku , wspieram i cieszę się z rodziny jaką mamy i jaką stworzyliśmy razem.






6 komentarzy:

  1. Bardzo Wam zazdroszczę, oczywiście mega pozytywnie, że tak się Wam pięknie poukładało !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje , wiesz nie było łatwo ... zwłaszcza gdy byłam w 7 mieś ciązy z Adkiem Ł wystawił moją cierpliwość, zaufanie i miłość na największą chyba probe w życiu ... miał problem z swoim nałogiem... nie poddalam sie zawalczyłam wyszlismy razem na prosta. chciałabym by zawsze tylko tak było.

      Usuń
  2. Widzę ze u Was podobnie jak u Nas :-) tez mieliśmy wiele chwil zwątpienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieliśmy jedna:) ale wszystko można przepracować jeśli kogoś kochamy zwłaszcza jeśli to dotyczyło słabości jak u nas.... czy choroby tak to mozna nazwac a nie wiem co by było gdyby było to coś innego...

      Usuń
  3. U nas było i jest podobnie :) mamy z mężem całkiem inne charaktery wszystko da się pogodzić :) A tak w sekrecie Ci powiem mój mąż gotuje lepiej niż ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihihi mój też!!!! całuje Kochana :*

      Usuń