Ewoluowałam

„ Ciężko mnie zrozumieć, trudno zemną wytrzymać, jestem zakręcona, nierozsądna, chwilami nierozgarnięta i niedojrzała. Ale wiesz co? Jeśli zaakceptujesz mnie taką pełną wad, mogę pokazać Ci ile mam zalet.”

Jako kobieta zmieniłam wiele swoich poglądów, jako Matka ewoluowałam z tej mocno przesadzającej, wiecznie zamartwiającej się na taką na luzie.

Często gęsto się denerwowałam, zwłaszcza wtedy gdy ludzie mnie nie rozumieli albo tego co chcę im przekazać. Teraz w trosce (może nawet to egoizm) o siebie gdy wiem że ktoś i tak mnie nie zrozumie albo też nie będzie chciał… daje sobie spokój z rozmową, bo i po co tracić energię na coś co i tak nic nie wniesie… 

Zaprzestałam angażowania się w komentowanie różnych tematów … bo jeśli ktoś chce poznać moje zdanie… zapyta, porozmawia… ( owe postanowienie dzierżę od roku i jak mi dobrze z nim).

Z drugiej strony jasno podkreślam to co myślę, nie idę za tłumem bo tak jest łatwiej czy wygodniej (albo mniej konfliktowo). Wiem że nie każdy będzie się ze mną zgadzał (ale to i lepiej bo i Ja sama mogę się wiele nauczyć od innych) ale też nie uważam moich racji za bardziej lepszych od innych. 

Szanuje odmienne zdanie, co nie znaczy że musze wdrążyć je w nasze życie.

Nie skupiam się na milionie spraw jak kiedyś. Wcale tłumy nie muszą mnie lubić bo nie jestem jakimś „słodkim cukierkiem” ,który jest dla wszystkich. Przestałam starać się o rzesze ludzi wokoło siebie(czy też nas) . Wreszcie zrozumiałam że to ja non stop podtrzymywałam wiele znajomości i gdy przestałam Ci ludzie zniknęli…. No cóż byli bo utrzymywałam wszystko na siłę… Skończyłam pseudo znajomości. Wykasowałam połowę ludzi z kontaktów na FB… przecież i tak od roku nie zamienili ze mną słowa…  Wszystko to też przeniosłam w strefę Bloga. Bardzo szybko okazało się kto chce pisać u nas , kto zostawia ślad i czyta i kto chce znajomości międzyblokowe podtrzymywać  ( nie dla tego że fajnie znać różne blogerki ) dla tego że naprawdę chce mieć z nami kontakt.

Klapki z oczu mi spadły. Początek był przykry i trudny… bo co by nie było strasznie przywiązuję się do ludzi i ich obecności nawet jeśli są to kontakty tylko przez Internet.

Wszystkiego jednak są plusy (to chyba dorosłość).  Nie umartwiam się nad sobą, przestałam też równać do innych bo jeśli ktoś mnie poznał to zna moją wartość i akceptuje mnie taką jaka jestem. 

Jeśli ktoś chce mnie zmieniać… nie pasuje do mojego życia.

Stałam się bardziej radosna i sama to widzę. Doceniam teraz każdy szczegół i najmniejsza drobnostkę. Cieszę się swoim życiem jeszcze bardziej niż wcześniej. Obrałam sobie swoją drogę i cel. Dzielę czas tylko na ludzi, którzy chcą być w moim życiu. Nie muszę już dwoić się i troić rozciągać dobę, teraz na wszystko mam czas. Wyspokojniałam może nawet troszkę wycofałam z życia towarzyskiego (czy internetowego) ale bardzo dobrze mi w moim świecie. Teraz wiem kim jestem i jak chce żyć.  Najważniejszym priorytetem są DZIECI ich szczęście, rozwój i miłość do nich, moje małżeństwo i pielęgnowanie naszego uczucia, rodzina ta najbliższa która o mnie dba każdego dnia ,przyjaźnie i kontakty z ludźmi na których mi zależy – to wszystko jest ważne, reszta jest tylko dodatkiem.

Chce (i będę) spełniać się jako matka i kobieta. Wiem że będę pisała bloga do póki starczy mi sił, tematów lub stwierdzę że już czas odejść.  Spełnię swoje marzenia i cele po to by na końcu powiedzieć że miałam bardzo dobre życie.

Ewoluowałam , zmieniłam się ale musze przyznać jedno teraz czuję się ze sobą dobrze a uśmiechnięte buzie Wiki i Adasia tylko utwierdzają mnie w tym że zmiany wyszły Mnie i Im na dobre.


p.s To nie tak że nie jestem już Optymistką, Wariatką ( jak mawiali na mnie znajomi) gdzieś w głębi duszy to „szaleństwo” się tli tylko że teraz jest kontrolowane i pozwalam mu wyjść od czasu do czasu na wierzch. 



6 komentarzy:

  1. Szaleństwo jest dobre, bycie matka cudowne, ale wtedy trzeba szaleństwa ograniczyć :) Zgadzam się praktycznie w każdym punkcie jaki opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilonka wiesz że jesteś bardzo mądra dziewczyna? M.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i dobrze :) Po kilku(dziesięciu) kopniakach od życia też trochę zmieniłam podejście do tego wszystkiego, o czym piszesz. Jednak co do podtrzymywania znajomości - czasem chyba warto zrobić samemu krok, napisać, zadzwonić. W dobie ciągłego biegu niektórzy nie ogarniają kontaktów z własną rodziną, tym bardziej ze znajomymi, choć nie robią tego celowo. Warto wyciągnąć rękę samemu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym ostanim co napisałaś miałam na myśli to że ja zawsze MUSIAŁAM pierwsza.... i co jakiś czas ktoś sam tego kroku nie robił... wiec chyba nie warto ...
      Fakt życie pokazało kilka razy na co je stać... i teraz mam dystans ...

      Usuń