Synku mój

Jakieś dwa lata i dziewięć miesięcy temu byłam beztroską Mamuśką rozbrykanej Księżniczki. Dni mijały nam szybko na wspólnej zabawie, byłyśmy tylko we dwie. Gdzieś w środku wiedziałam że będę mamą jeszcze raz w końcu głośno o tym mówiłam że chciałabym mieć troje dzieci a jak na razie Wika była sama.

Adaś pojawił się w najlepszym  momencie mojego i naszego życia.  W najlepszym na to by zmienić się jako kobieta czy matka. 

Strach przed byciem podwójną mamą był ogromny. Cieszyłam się jak głupia ze swojego stanu a mimo to bałam jak sobie poradzę z dwójką Maluchów.

Wszyscy znajomi zapewniali mnie o swej pomocy i zawsze też mogłam liczyć na wspaniałą rodzinę i to dodawało mi sił. Wierzcie mi głupi telefon „jak się czujesz” potrafił podnieść na duchu przeogromnie.

Jestem typem człowieka ,który musi wszystko SAM i przy dzieciach też tak było. Zauważyłam to po czasie … zarówno Wikę jak i Adasia oddzielałam od wszystkich swoimi skrzydłami… nosiłam na rękach godzinami często jednocześnie.

Ł na szczęście nie odpuścił , zabiegał o uwagę i pokazywał jak dobrze radzi sobie z dziećmi. By mi pomagać przejął moje obowiązki : robi zakupy i gotuje kiedy może ( a robi to znacznie lepiej niż ja).

Mogłam się cieszyć tylko tym że mam dzieci, spędzać z nimi każdą sekundę. Doceniłam to w końcu nasze mamy musiały same dbać o dom, dzieci i pracować… a ja mogłam poświęcić się tylko im.

Wszyscy mówią że ciąża wywraca świat i to prawda! W moim wypadku Wika była spełnieniem marzeń dzięki niej stworzyłam prawdziwy dom , naszą małą rodzinkę. Przewartościowałam życie chociaż nie do końca jeszcze wydoroślałam (tak popełniałam wiele młodzieńczych błędów i to nie wstyd przyznać się do tego że nie jest się idealnym).

Drugie dziecko, Adaś był niczym kubeł zimnej wody na głowę, dzwonkiem na ocknięcie się i szansą na nowe i lepsze życie.

Jak to możliwe?

Tak to prawda dzięki Małemu zrozumiałam wszystko, to kto jest ważny i tak naprawdę przestałam potrzebować wianuszka koleżanek, setki znajomych, przestałam gonić za wyjściami pod pretekstem młodości czy tracenia życia albo by zaprzeczyć teorii że dziecko nie przeszkadza w wyjściach.

No nie przeszkadza bo w naszym wypadku zawsze babcia K i T lub ciocia Ż chętnie z dzieciakami zostają ale ja już TEGO NIE CHCĘ i nie potrzebuję.

Mój syn zmienił mój sposób patrzenia na świat, mój charakter … z totalnej złośnicy  zaczęłam olewać błahostki , nie marnuję energii na aferki czy ludzi kochających wręcz knucie i kombinowanie.  Wybrałam tylko najbliższe osoby i te czynnie uczestniczą w naszym życiu, to są ciocie i wujkowie dzieci. Nie w prowadzam do naszego życia więcej zamieszania.

Kiedyś wszystko musiało być perfekt, dom ,obiadek i ja sama ubranie no i makijaż… Dziś jeśli tylko pogoda jest dobra ( a zazwyczaj jest… kochamy skakanie po deszczu!) rzucam w kąt odkurzacz i idziemy zdobywać świat, to jest ważne chwile są ważne i my RAZEM.

Kochany nasz SYNEK kończy dziś DWA LATA a ja dziękuje z całych sił Bogu że mi go dał. 

Dostałam szansę na zmiany dostałam mojego Anioła by mi pomagał.

Moje Maleństwo szaleje i bawi się z siostrą. Lata a nie chodzi często nabijając sobie kolejnego guza na czole ( często ściana serwuje mu nokaut techniczny ale wiem że kiedyś Adaś ją pokona).

Łobuzuje za czworo dzieci naraz… jest w jednym pokoiku a za chwilę kombinuje jak wejść do pralki. Lubi sobie nas ugryźć czy szczypnąć (no nie jest idealny) po to tylko bo zaraz nas całować i mocno ściskać za szyję (Adaś to typ mega całuśnika uwielbia się tulić i być noszony na rękach… oplata w tedy moje ciało jak małpka i nie sposób się od niego odkleić).

Kocha ponad wszystko samochody i zwierzaki ( te żywe jeszcze troszkę za mocno…) uwielbia udawac że czyta- wodzi paluszkiem po książce i po japońsku opowiada swoją bajkę.

Bardzo mało mówi, ale to nic mamy jeszcze czas. Najważniejsze słowa : Mama, Tata, Baba, Dada, Wi, koko – kocham, daj, mam, tak, nie ,to, bum- auto, auł-pies, bolu-boli …jest ich więcej… a z czasem się rozkręci tak jak Wiki.

Toczy wojny z siostrą o wszystko a najczęściej z nudy (nie usiedzi w miejscu) ale gdy siostra zaprasza do zabawy dzielnie znosi jej pomysły… Wika maluje mu oczy i usta, daje wózek i lalke i bawią się w dom. Bajki też Adaś ogląda dziewczyńskie w sumie nie ważne co ogląda ważne by z Wiką.

Cierpienie Adasia zawsze kończy się w ramionach siostry, Ona najlepiej całuje i tuli no i rozśmiesza… mama zeszła na dalszy plan.

Nocą przychodzi ulga, razem z siostrą oglądają bajkę i zasypiają w Adasia łóżeczku (zaczynam żałować że nie kupiłam im łóżka bliźniaczego by spali razem, teraz przenosimy Wikę do jej pokoiku po to by rano i tak zastać albo Ją u Adasia albo Adka u niej).

Czasami jest ciężko z Nim wytrzymać gdy ma kiepski nastrój, ale te wielkie wpatrzone we mnie oczy wynagradzają wszelkie trudy.


KOCHAM CIĘ SYNKU i dziękuje za nowe życie.






























































4 komentarze:

  1. Super! Sto lat dla małego! I dzięki za te optymistyczne słowa: mam zaraz rodzić drugie dziecko i trochę sie martwię jak to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne dzieci :) wszystkiego najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń