Co się dzieje

Rankiem przecieram oczy (jeszcze mocno zaspane , ubieram się a potem dzieciaki… wstawiamy wodę na kawę i mleko… po całej porannej ceremonii ogarnięcia mojego Stadka… zapada chwilowa cisza… Bajka odpalona ,dzieci się bawią a ja mam chwilę na „ Internety” i ciepłą kawę.

Czytam.

Gdzieś ktoś napisał że dzieci to BACHORY wyrwane z macicy jako tako są efektem ubocznym kobiety… hmm przykre czytać (jednocześnie patrzeć na bawiące się własne Dzieciaki) że są efektem ubocznym… generalnie osoba (która chyba chciała mocno błysnąć swoim komentarzem) zapomniała o jednym… „sama jest owym efektem ubocznym” czyjejś macicy… nie wydaję mi się by owa Matka o swoim rozkosznym (dorosłym już i jak się okazało pracującym na szanowanym stanowisku) syneczku pomyślała że jest Bachorem – Wypadkiem – Smrodem…

Wiem wiem że temat restauracji i dzieci w nich wałkowany będzie jeszcze długo… Wiem bo sama czasami mam ochotę wyrwać się z domu i zjeść w ciszy. Wiem że będzie to problem dopóki owe miejsca nie zostaną odpowiednio przygotowane na małych gości. Wiem że będzie problem dopóki pewne Matki- Ojcowie nie zmienią starych zachowań… nie każdego z nas cieszy dziecko… nawet jeśli jesteśmy sami rodzicami… wiem wiem wiem wszystko z głowa i umiarem!

Jak na razie w tym temacie tylko wrze jak w kotle a strony zaczynają obrzucać się coraz to słodszymi epitetami.

Czytam dalej.

Jedna matka drugą oskarża o oszustwo (ubranka po dzieciach sprzedawały sobie). Między sobą nie dały rady porozmawiać więc do sprawy dołączyła się widownia, dodatkowe emocje… Niby wszystko ok tak no bo trzeba rozmawiać , jest problem można doradzić jak go rozwiązać i każda ze stron chce być ok… Rozumiem.

Temat nadal na tapecie nie do końca wyjaśniony … do zabawy znowu doszły epitety… matki i przyszłe matki walą epitety co najmniej tak namiętnie jak kibole na meczu (a tych drugich akurat rozumiem – za dzieciaka z ojcem na mecze się chodziło… w tedy jeszcze nie było strachu oberwania butelką w głowę…). Znowu nikt z nikim (no prawie) nie chce rozmawiać normalnie…

Swego czasu sama podgrzewałam się totalnie i o wszystko… Reagowałam bardzo impulsywnie na wiele tematów. Mówiono mi że klnę (teraz też się zdarzy co prawda rzadko ale jednak) ale ja zawsze na taki komentarz co do moich soczystych słów odpowiadałam krótko „ JA nie klnę! Ja tylko rzucam zaklęcia!” J

Teraz albo zrozumiałam że takie sytuacje (nerwowe i wtrącanie się w to co zwyczajnie nas nie dotyczy… nawet wyrażanie własnej opinii w danym temacie nie zawsze jest mi do szczęścia potrzebne) nic do mojego życia nie wniosą i omijam je (jak i osoby) łukiem szerokim.  Ł twierdzi że się postarzałam (za co ma bęcki! ) skoro wreszcie doszło do mnie że lepiej żyć w swoim hermetycznym światku ale szczęśliwie.

I tak toczy toczy się mój świat uroczy … <3

Każdego dnia robimy coś co nas uszczęśliwia , spacerujemy i jemy pyszności  swoją radocha i dobrą energią dzielimy się ze światem (którego nie rozumiem… albo do którego ja nie pasuję).


Cieszę się z małych rzeczy, promyków słońca a z życia wyciągam pozytywy i za pewne wy też tak potraficie.













2 komentarze:

  1. Zwykła Matka19 marca 2015 12:09

    Pokręcony ten świat prawda??

    OdpowiedzUsuń
  2. strasznie... ja tu nie pasuje ;p

    OdpowiedzUsuń