Szczęśliwa

Mój mały baby boy skutecznie daje mi wycisk każdego dnia. Mimo to nigdy na niego się nie złoszczę (prawie nigdy) więcej uchodzi mu na sucho bo przecież „ chłopcy tacy są- łobuzują” . Kilkanaście razy sprzątam wszelkie traktory, kopary, wozy strażackie , które starannie układam mu na parapecie… chyba tylko po to by On je zwalił a na ich miejsce ustawił całą zwierzynę jaką mamy w domu… ale ale jedynie parzysto kopytne (Ew. smoki czy psy ) mają prawo stać na parapecie…. Największa miłość : konie, żyrafy … świnki, krowy … no i psy i smoki  J

Czasami żartobliwie wołamy na niego „PANICZ” czy „GUCIO” . Panicz dla tego że wręcz nienawidzi mieć brudnych rąk… (nie wiem w kogo taki czyścioch) na piaskownicy zjeżdżając z ślizgawki ręce w górze (ta zasada nie tyczy się grzebaniny w piachu). Panicz bo uwielbia mieć coś pierwszy (zwłaszcza gdy chodzi o jedzenie… na szczęście nie ma problemu z dzieleniem się ). Guciu … no cóż to bardziej zasługa Wiki w jej oczach Adaś jest dalej małym zawiniątkiem jakie przynieśliśmy ze szpitala. Ona dalej traktuje go z „ulgą” (mimo iż On co widzimy zaczyna to wykorzystywać). Wika oddaje mu zabawki, ulubione ciastka, dzieli kubkiem ,soczkiem… (wyjątek to dwie ukochane Lalki i kosmetyki jak Wika mawia to sfera dziewczyńska nie dla Adka). 

Patrząc na niego z boku każdego dnia czasami też łapię się na myśleniu o Nim per MAŁY… Widzę w nim te słodkie różowe ciałko, maleńkie paluszki… całe 52 cm i 3220 kg mojego szczęścia.

Adam jest zupełnie inny niż moja Wika. Wychowanie go (przez potocznie zwany najgorszy rok) było pestką. Obowiązki dwójki dzieci (a mnie jednej) nie były takie jak mnie straszono… że ciężko i trudno… Śmiałam się z tego… do dziś mówię że był to najpiękniejszy rok mojego życia ( do tego łatwy rok). Cieszyłam się macierzyństwem świadomie , nic nie było straszne czy nowe ( to plus bycia już mamą).

Mając Adka inaczej spojrzałam na czas tylko z Wiką… Było gorzej i trudniej mimo iż była jedna… mieliśmy kłopoty z jedzeniem ( w sumie dalej robi strajki – taki urok niejadka).  Strach nie opuszczał mnie… czy sobie radze i czy dobrze…

Bycie mamą po raz drugi daje pewien komfort  przecież prawie wszystko już wiesz…
Przestałam dzięki temu marnować czas. Cały czas mam poczucie że ten Wikowy i ten pierwszy gdzieś mi przepadł i więcej na to nie pozwolę. Dzieci uczą mnie żyć na nowo, doceniać każdy ich oddech, uśmiech i każdą łzę.
Bycie Matką i to podwójną to dar (prawdziwy) i lekcja, której nie chcę zmarnować.


Syn ( i dar po raz drugi) obudził mnie … i to porządnie dzięki  Adasiowi i Wice nie marnuje swojego życia jak to było wcześniej.

Kilka razy już ludzie pytali dla czego moje dzieci noszą takie a nie inne imiona. Czy poszłam za modą? Lub może mają jakieś znaczenie.

Mają.

Wiktoria – jest moim symbolem wygranej walki.  Wiktoria znaczy zwycięstwo , a ja wygrałam od życia to że dziś (po starcie dziecka) ktoś mówi do mnie MAMO. To co było niemożliwe stało się naprawdę i każdego ranka mówi do mnie  „ kocham Cię Mamo”. Wiktoria bardzo pewna siebie, nadwyraz mądra (dorosła jak na swój wiek) podnosi mnie na duchu, moja najlepsza Przyjaciółka. Wiktoria mój głos i śmiech , światło w tunelu.

Adam – miał dać mi siłę. Pewna bardzo bliska osoba memu sercu doradziła mi właśnie to imię, trochę tak jakby wiedziała że będzie potrzebna mi (nadludzka siła) pomoc. Adam obudził we mnie wiarę w samą siebie ( teraz wiem że nie jestem nikim ważnym… jestem WSZYSTKIM dla moich dzieci). Zmienił mój pogląd na świat i sprawił że uwierzyłam w cuda… To imię nie bez powodu ma boską moc (chociaż ja nie do końca jestem wierząca… jedno jest pewnie NIC nie dzieję się bez przyczyny). On jest dowodem na wyproszoną pomoc… Zmienił nie tylko mnie ale i kogoś komu chciałam pomóc a nie wiedziałam jak. Dla ludzi nic… ot jego narodziny… dla nas NOWE ŻYCIE jeszcze raz z nowymi szansami.

Dzieci dały mi życie. Dziś mówie wam jak bardzo szczęśliwym człowiekiem jestem.



6 komentarzy:

  1. Zwykła Matka5 marca 2015 09:20

    Piękne dzieci i piękne imiona :) i piękne jest to z jakich powodów nadałaś dzieciom te a nie inne imiona!

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuje!!! zawsze starałam się by coś dla mnie znaczyło imie... zwłaszcza ukochanego dziecka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś wiem na temat Adasia. Z tego co piszesz o swoich dzieciach, mam wrażenie, że mój Adaś jest taki sam jak twój synek, identyczne charakterki, itp. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz cudowne dzieciaki..dają Ci ogrom szczęścia, którego nikt poza nimi nie mógł Ci zapewnić. To prawda, często ludzie straszą wychowaniem dwojga/trojga dzieci... niepotrzebnie jak widać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Adaśki takie są mój mąż mowi że jak koty.... chadzają swoją droga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo niepotrzebnie!!! wiesz ile nocy przepłakałam ze strachu.... przed moją nową rolą.... ile mi to nerw zszargało a potem pukałam się w czoło .... bzdury... to czy bedziemy szczęsliwi i jak poradzimy sobie z obowiązkami to tylko my sami wiemy. Moje dzieciaki sa dla mnie jak redbul dodają skrzydeł :)

    OdpowiedzUsuń