Dni

Weekend jak każdy napawa optymizmem, no bo razem w czwórkę Ja i Oni i piękna pogoda. Tak było i teraz bez stresu czy pośpiechy, bez gonitwy za uciekającym czasem. Nic się nie liczyło zupełnie tak jakby czas stanął w miejscu.

Chcieliśmy tylko być razem i nic więcej.

Sobotę Tatowy spędził trochę w pracy a trochę na działce z projektantem w sumie niby nic ale to już jakiś znak że wkraczamy w nowy etap życia małymi kroczkami ale jednak. Popołudniem Tatowy wybrał się do Kościoła na mszę za naszego ukochanego Dziadka ( za którym tęsknimy każdego dnia… wszyscy wiemy że gdyby tylko był daje z nami wiele rzeczy by się nie wydarzyło a pewne problemy byłyby znacznie łatwiejsze do rozwiązania).

My zaś naszą Trójką postanowiliśmy nie siedzieć w domu, bo przecież szkoda dnia spakowaliśmy torbę i fru do miasta. Spacer, tumy, starówka ,lody, gofry i My. Wypad z dwójką dzieci to nic wielkiego.  Dwie godziny spacerowania i słuchania opowieści Wiki w cale mnie nie zmęczyły, wręcz przeciwnie nie chciało nam się wracać było tak ciepło. Przypomniałam sobie jak to było gdy każdego dnia sama wypuszczałam się w miasto z moją dwójką i jak bardzo to lubię te chwile Ja i Oni. 

Dzieciaki rosną wszystko staje się łatwiejsze i te wyjścia też, za chwilę oboje będą przedszkolakami  a ja ze łzami w oczach już wspominam pierwsze wspólne spacery. Coś się kończy by mogło zacząć się coś zupełnie innego.

Ten czas z nimi jest tak cholernie ważny ,tak potrzebny mi nadal i tak bardzo nie chcę by dorastali… aż łzy się kręcą w oczach … wiem że to nie Oni nie Wika miała problem z przedszkolem tylko Ja… Ja nie potrafię rozstać się z moimi dziećmi…

Myśli uciekły gdzieś tam od tego tematu wieczorem, Dzieci spały a my jak co sobotę z Przyjaciółmi dobry film, pizza i rozmowy do rana. Bycie z dzieciakami to moje całe życie ale nawet w tym nie zapominam o sobie i chwili tylko z dorosłymi.

Dziś… pada, zrobiło się chłodniej… ale to nic zjemy obiad i znów pojedziemy na działkę by oczyma wyobraźni zobaczyć to co ma się spełnić , pomarzyć czasami też trzeba  i na chwilę zapomnieć o otaczającej rzeczywistości.


Niedziela jest dniem dla rodziny i z rodziną i chyba jak nikt inny bardzo to sobie biorę do serca, kocham moją rodzinę, ludzi jakimi się otaczam – czego chcieć więcej skoro mając ich jestem po prostu szczęśliwa.




4 komentarze:

  1. Trudno czasem odciąć pępowinę :) Lubię takie wpisy, które przypominają, że dziećmi się trzeba nacieszyć. Drugi raz nie będą małe i zostanie nam czekanie na wnuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładnie tak ... w pogoni za szczęsciem gubimy to co jest ważne

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak niedziela to czas dla rodziny, też tak uważam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. :) ja uwielbiam ten czas i celebruje go jak święta.... czas tak przemija,ludzie odchodzą a ja nie chcę nic stracić

    OdpowiedzUsuń