Pani losu.

Nasze szczęście zależy tylko od nas samych, to my nosimy je w naszych dłoniach… i albo je wykorzystamy albo do końca życia będziemy patrzeć jak nasze marzenia spełniają się innym.

Łatwo powiedzieć prawda? Wierzcie mi w cale nie gorzej zrobić!

Od kiedy to JA decyduje (nikt inny) z kim żyje , z kim dziele się problemami i radościami i kogo zapraszam do naszego świata jest prościej, łatwiej… nie stresuję się i nie martwię na zapas co najważniejsze  nie jestem przytłoczona oddechem czyimś na moich ramionach…

Z pewnością Ci, których nagle odstawiłam (a powinnam była już dawno przestać na wszystko pozwalać i na wszystko się godzić) są mocno zdziwieni… że niby jak to… potrafiła? Odcięła się? 

OWSZEM RAZ NA ZAWSZE!

Kochani prawdą jest że stajemy się takimi ludźmi jakimi się otaczamy. Jeśli więc ja otoczona byłam ludźmi z wiecznymi problemami gdzie wyjście z patowej sytuacji też było problemem i generalnie wszystko było na nie i źle… ja sama byłam na anty do wszystkiego…

Nie myślałam o marzeniach swoich i celach tylko problemach innych… które to sa wiecznie te same od lat… i ja już nie chce nimi żyć… MAM SWOJE, o które nikt poza mną nie dba….

Powiedziałam sobie dosyć tuż przed świętami, albo ja albo oni… wybrałam siebie. Moje święta były spokojne i tylko z najbliższymi , z ludźmi ,którzy mnie kochają i o mnie dbają.

Poszłam za ciosem i dobra passa trwa.

Moja rodzina jest ze mnie dumna, nie zamartwiam się głupotami ,ludźmi nie wartymi mojej uwagi , wyszłam do świata i zaczynam z niego czerpać coraz mocniej.

Jestem szczęśliwa a pierwsze postawione cele nawet te blogowe się spełniają… ruszam ruszam z kopyta by dogonić swoje marzenia i zacząć je realizować.

Gdy w głowie się poukładało w życiu stało się spokojniej.

Priorytet to szczęście Dzieci i Ł, to spędzenie z życia z ludźmi ,których ja kocham ponad wszystko i nie ważne że zrobiła się ich garstka… dla mnie są wszystkim tym co mam najcenniejsze.


Stojąc w słońcu, otulona wiatrem czuję że wreszcie jestem Panią swojego losu, teraz już nic mnie nie zatrzyma!












4 komentarze:

  1. Mam wrażenie, że czytasz w mojej głowie. I pisałam Ci to nie raz... Ale jesteś krok do przodu, bo działasz! Ci ludzie, o których wspominasz to tak zwane wampiry energetyczne... Każdy z nas kogoś takiego zna. Niestety nie każdy tak jak Ty ma odwagę powiedzieć Pass! Koniec! "wybrać siebie". Powinnam tak zrobić. Oboje z mężem czujemy, że nie wszyscy są przychylni. Budowa domu odsłoniła twarze wielu zazdrosnych dusz. To przykre...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteśmy podobne, działam kochana bo po latach pretensji ludzi do mnie i samej do siebie że nic nie potrafię zrobić... zawzięłam sie i ide do przodu. Niewiem czy nie samolubnie ale już moje nerwy mają dosyć. Tak masz racje przy budowie a ja nawet nie zaczełam wychodzi.... na co wam to a ile pieniedzy a ktos wam dal i wiele wiecej... za miast wspierac ludzie dołuja... a sami nic ze swoim zyciem nie robia by zmienic na lepsze. W naszym wypadku poszła redukcja znajomych ale tez rodziny - Ja sama mam spora a tak naprawde kontaktu nie mam... teraz wiem ze nie powinnam się smucic z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety otaczamy się nie tylko dobrymi ludźmi. Jestem przekonana, że podjęłaś dobrą decyzję. Ludzi boli często to, że powodzi Ci się lepiej, zbyt dobrze... Chociaż nie mogę tego pojąć teraz już wiem, że tak jest....

    OdpowiedzUsuń