Zajączku przynieś szczęście - przemyślenia Matki.

Jak pewnie zauważyliście lubię od czasu do czasu dodawać swoje posty… takie z przemyśleniami. Co prawda miałam też z nich zrezygnować ale dlaczego nie wyrzucać z siebie tego co boli i męczy… Blog miał być formą mojego rozliczenia coś ala terapia u psychologa… Wiecie gdy tak człowiek coś napisze coś co go boli zwyczajnie jest lżej…

W tym roku przed świętami Wielkanocnymi robię porządki jak każda z was, no bo kto lubi siedzieć w brudnym domu? Nieważne że dzieci do świąt i tak przeprowadzą swoje rewolucje… Upiekę też ciacho i zrobię coś do jedzenia. Teoretycznie nie powinno nas być w domu w te świąteczne dni bo spędzamy je u rodziny ale jak wiadomo życie lubi płatać figle… Nie chciałabym zostać bez jedzenia jak to było w Boże Narodzenie gdy Adaś się rozchorował… teraz też dzieciaki nie mają się najlepiej i istnieje spore ryzyko że jednak nigdzie nie pójdziemy a te dni spędzimy tylko w czwórkę, co też będzie ok.

W trybie świąt i to nie ważne czy jest to Wielkanoc czy Boże Narodzenie moja głowa działa w innym trybie… jakbym więcej czuła i widziała… Ł się śmieje że to efekt po ciążowy że taki wrażliwiec ze mnie. Tylko czego On się dziwi? Kto z was chciałby być „zabawką” w rękach innych… bibelotem, który gdy już nie jest do niczego potrzebny odstawiany jest w kąt a szacunek się kończy… a no właśnie!

Nauczyłam się milczeć nie mówić tego co wiem co słyszałam, nie kłócić się… łatwiej mi teraz odciąć się od toksycznych ludzi… dlaczego tylko ja mam słuchać ich problemów (często wyssanych z palca po to tylko by je mieć- no są tacy co to dnia nie mają bez jakiejś życiowej tragedii… na szczęście to się leczy) przecież i Ja mam swoje i to równie ważne!

Tak prawdą jest że mam tendencje do otaczania się nie właściwymi osobami zwłaszcza takimi, które lubią mną dyrygować pod swoje dyktando ( w tedy chyba wydaje mi się że jestem dla nich ważna… co jest bzdurą). Gdy zadania się kończą (te dla mnie) moje zdanie jest nie ważne, uśmiechy się kończą a zaczyna się brak szacunku, kłamstwa, sarkazm ,ironia, granie na uczuciach i totalna zmiana o 180 stopni… Tak jakbym miała przed sobą kompletnie inne osoby. Nagle problemy nie są problemami (ich) no i nigdy ich nie było … no i o co mi chodzi!

Gracze, tak ich nazywam (chociaż inni mówią wampiry emocjonalne) to tacy wyrafinowani ludzie potrafiący zagrać najgorsze cierpienie, tylko po to by ktoś inny był na każde ich skinienie.

Cóż wiem że głupia byłam i to strasznie dając się nabierać na cudowne przemiany charakterów, Ja nie wiedziałam że to kolejna zabawa mną podczas gdy Ł mówił daj sobie wreszcie spokój! Jak zawsze sparzyć się muszę by przyznać mu rację.

Inwestycja w relacje z ludźmi jest ważna (nikt nie powinien być sam, przyjaciel w życiu człowieka jest bardzo ważny) zaufanie jest ważne (pod warunkiem że ktoś z nami nie igra setny raz) szacunek to podstawa… i tego ostatniego wielu ludziom niestety brak.

Ja jestem jak to Ł mówi takim „dziwnym” człowiekiem. Zawsze wychodzę do kogoś z sercem na srebrnej tacy, angażuję się w pomoc wszelaką ( zawsze myślę sobie że jak Ja będę potrzebowała pomocy znajdą się ludzie ,którzy mi jej udzielą) i z góry zakładam że ktoś jest dobry. W dzisiejszych czasach niestety jest inaczej. Większość ludzi myśli tylko o swoim komforcie ,widzi czubek swojego nosa a gdy ktoś zwraca im uwagę że nie mają racji że ktoś inny ma uczucia jest wielkie oburzenie. Ja mam takich ludzi ,takich co to tylko chcą brać ,chcą być głaskani po głowie i aby zawsze im przytakiwać , takim co to się wszystko należy – mówię NIE!

Wiecie raz można się sparzyć, drugi raz ok… trzeci daje do myślenia a setny daje zimne wiadro na głowę –czas się obudzić!

W tym roku na ZAJĄCZKA dam sobie prezent, trzeźwe myślenie. Rezygnuję z ludzi nie wartych zabiegania (według mnie nie wartych bo Oni myślą zupełnie inaczej) poświęcę się tym, którzy mnie kochają i pokazują to (przecież nie wszyscy są źli). Gdy tak od 2 tygodni uważam na to co mówię tym osobą i olewam te ich wymyślone problemy ( co pewne osoby kochają grać cierpiętników bo tylko tak wydaje im się że będą w centrum uwagi- błąd stają się pośmiewiskiem) wracam do domu inna, odmieniona.

Teraz wiem że Ł ma rację i zawsze dobrze mi radzi, a ja jeszcze nigdy źle nie wyszłam słuchając go, nigdy nam niczego nie zabrakło a gdy tylko przestałam się spinać dla innych zyskałam więcej sił na codzienność naszą.

Przecież nie ma nic ważniejszego niż moja Czwórka, teraz a teraz jest naprawdę tak dobrze. Gdybym napisała idealnie powiedzielibyście że przesadzam więc jest dobrze i ja to widzę. Dzieciaki są bardziej wyciszone a l wraca do domu wyluzowany bardziej niż kiedyś. Teraz widzę jak moje nastroje wpływały na nich jak to wszystko się odbijało.

Od tych Świąt będzie inaczej. Zamierzam trzymać się moich postanowień. Zamierzam być szczęśliwa i to po swojemu. Spędzę czas tylko z tymi ludźmi, którym na mnie naprawdę zależy (a nie maja chwilowy przypływ miłości).


Czas na zmiany i to takie dobre i właśnie to niech przyniesie Zajączek… szczęście a reszta sama się ułoży. 


4 komentarze:

  1. masz rację w kwestii tego jak nastroje nasze wpływaja na rodzinę....tyle razy obiecuję sobie, że zrobię co w mojej mocy by swoich złych humorów nie dac im odczuć, często mi się udaje bo zanim wróca do domu na ogół zdążę ochłonąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tego nie widziałam ... do tej pory... flustracje lałam na Ł ciągle chcąc od niego więcej... a to tylko człowiek też ma słabości i problemy i wszystkiego sam nie udzwignie. Więc ja odcinam sie od tych co karmią się moim smutkiem i skupiam tylko na najbliższych zapewne wyjdzie mi to tylko na zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  3. jak bardzo to w klimacie tego co u mnie w głowie. podobny czas mamy... podobny czas zmian. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. i oby wszyszły nam zmiany tylko na dobre :*

    OdpowiedzUsuń