Majówka

Wreszcie dotarliśmy do domu… wreszcie bo nie mogliśmy się zebrać i żadnemu z nas nie chciało się jechać do domu. Od czwartku po dziś dzień czas tylko dla rodziny. Potrzebowałam tego kopa energii, dawki emocji i ludzi ,których tak mocno kocham w jednym miejscu. Dostałam jakby nad przyrodzonych sił, chcę mi się działać, chcę robić coś, iść do przodu … i wierzcie mi tak właśnie będzie!

Przemyślałam sobie wszystko, zdarzenia ,które spadły na mnie do tej pory, podsumowałam swoje emocje… Przejrzałam na oczy co do pewnych ludzi i teraz już wiem, wreszcie wiem że JA muszę iść na przód bez nich ,bez tych co ciągną mnie na dno, bez tych co wiecznie mają jakieś swoje chore nie wiadomo z kąt pretensje, sztuczne afery, zawiści i zazdrości… DOSYĆ!

Wkroczyłam na właściwe tory, dotleniliśmy się wszyscy i teraz wiem że będzie już tylko dobrze.

Pierwszy raz od bardzo dawna ,szczerze mogę powiedzieć że jestem bardzo szczęśliwa.

Będąc tylko tam, z tymi ludźmi czuję się jak w domu. Nie ma nigdzie na świecie drugiego takiego miejsca.

Nasza majówka może nie była szałowa, nie chodziliśmy odstrojeni , i miliona zdjęć też nie ma. Wieś to takie miejsce gdzie nie patrzę na to co zakłam na siebie , Adaś często ma ubrane coś po Wice… a i tak przebierany jest sto razy na dzień… czy patrzy że nosi różowe spodnie po siostrze?  Wątpię jest zwyczajnie szczęśliwy. Chciałabym zatrzymać te chwilę na zaś gdzieś w butelce by wypić tą dawkę szczęścia gdy nadejdą chwilę zwątpienia.

Mam w mojej rodzinie ogromne wsparcie, i jestem strasznie dumna że jestem jej częścią.






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz