Gdy nas nie ma.

Ostatnio wybywamy z domu tylko w jednym kierunku… jeden cel jaki się liczy to to by wyrwać się z miasta na wieś i próżno szukać na jakiś imprezach masowych gdzie jeszcze rok temu byliśmy stałymi bywalcami takich imprez. Teraz jakby stronimy od mas ludzi, nie potrzebujemy mieć wokoło siebie tłumu w ,którym tak naprawdę czulibyśmy się obco. Chyba po prostu nadszedł czas na jakieś zmiany. Zrozumieliśmy że nie liczy się ilość ludzi jakimi się otaczamy ale ich jakość i tak doceniamy rodzinę jaką mamy ,bliskich przyjaciół którzy są zawsze przy nas. Cieszymy się tym co mamy i nie szukamy już szczęścia ślepo czy gdzie popadnie i na siłę… widzimy te, które mamy przy sobie na wyciągnięcie ręki.

Planów na dzień dziecka było wiele, wyjazdy, wycieczki i inne atrakcje.  Zrozumieliśmy jednak że skoro my czujemy się najlepiej na wsi i z rodziną to nasze dzieci też więc po co serwować im atrakcje na przymus? Dzieciaki jednogłośnie na hasło jedziemy na wieś krzyknęły TAK!!!! To miejsce nigdy się im nie znudzi. Wike zaś pytaliśmy czy jednak nie woli byśmy pojechali gdzieś gdzie malują buzię i gdzie są imprezy dziegciowe, bez zastanowienia wybrała wieś.

Kilka dni spędziliśmy po prostu razem z najbliższymi w swoim gronie. Dzieciaki śmiały się i szalały przede wszystkim były szczęśliwe od rana do nocy. Jedliśmy lody i kluski z truskawkami, skakaliśmy na trampolinie i ganialiśmy uciekające kury, Wika z Adkiem nacieszali się Yorkiem Alexem jaki spędzał z nami weekend dla nich to była mega atrakcja. Możecie mi wierzyć dawno ich buzię tak się nie śmiały. Być może dla większości to były zwykle dni jak co dzień, dla nas jednak to był jeden z wielu bardzo udanych weekendów. Nam samym dorosłym przypomniało się nasze dzieciństwo gdzie dzieci cieszyły się z prostych rzeczy, z grania w piłkę do ciemnej nocy, z arbuza w upalny dzień. Chcieliśmy dać naszym dzieciakom właśnie takie emocje, nie kojarzące się z niczym materialnym. Co prawda prezenty też dziś były bo nie mogło ich zabraknąć.

Staram się by dzieciaki czuły się kochane i wyróżniane przez wszystkie dni w roku a nie tylko w tym jednym mocniej… Dla tego każdego dnia staram się wymyśleć coś ekstra chociażby wypad do lasy, na pobliską piaskownicę co kol wiek byle byśmy bawili się razem tak jak dziś.

Tygodnie są dla nas pracowite ,Tata znika wczesnym rankiem a wraca późnym wieczorem a ja staram się dobrze dbać o dzieciaki i dom a przy tym wszystkim mieć czas na coś swojego. Staramy się spełniać nasze marzenia i jesteśmy na bardzo dobrej drodze by wreszcie się zrealizowały ale jak to bywa wymaga to od nas wiele poświęceń dla tego weekendy i wszystkie możliwe wolne dni chcemy być po prostu razem i nie ważne gdzie w tedy liczy się nasza Czwórka i nasz czas.

Ostatnio czasu mamy więcej, czasu na dworze i bez giluna ,kaszlu i innego ustrojstwa. Miałam wam nie pisać o super machinie jaka nabyłam ostatnio ale naprawdę nasza jakość życia dzięki niej znacznie się poprawiła a ja sama nie wiem jak mogłam bez niej funkcjonować. Mieszkamy na 4 piętrze… w sumie to nic takiego większość bloków ma tyle pięter. Jednak powietrze zwłaszcza zimą jest u nas masakrycznie suche w sumie teraz w cale nie lepiej… Wreszcie zebrałam grosz i kupiłam nam nawilżacz powietrza.Nie wygląda jak zwykły taki sprzęt tylko jak fajny wazon. Cwane małe i ciche urządzenie , dzięki któremu śpi nam się super. Gdy Adaś śpi Rivere go nie budzi a ja nie muszę pilnować by jego cwane rączki nie zdemontowały urządzenia. Teraz sprzęt będzie z nami jeździł do babci K i na inne wyjazdy i mam nadzieję że wszelkie choroby albo odejdą precz albo będziemy je łatwiej przechodzić. Co ciekawe Tatowy przestał chrapać! Dla mnie to mega wybawienie. Polecamy wszystkim. Nasz nawilżacz kupiłam w sklepie  4kidspoint. Znajdziecie tam mnustwo fajnych rzeczy.

Uff wreszcie napisałam wam wszystko co leży mi na sercu od kilku dni. Zostawiam was z garścią zdjęć i z dawką mega mega buziaków dla wszystkich DZIECI z okazji ich święta :* <3

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz