Już się nie boję.

Strach jest tylko iluzją, w którą ja wierzyłam bardzo długo. Strach przed ludźmi i tym jak mnie ocenią, strach przed wypowiedzianymi słowami bo może kogoś zranią – w efekcie czego często milczałam wreszcie strach przed tym co nadejdzie. W głowie układałam scenariusze naszego życia nie do końca pozytywne. Tak było ze wszystkim… Rok temu nie udało się nam polubić z przedszkolem, myślałam że i tym razem będzie trauma od pierwszej chwili w przedszkolu na szczęście myliłam się. Strach przed powtórką spowodował u mnie panikę na samą myśl przed dniem otwartym w naszym p/kolu… bałam się o sto razy bardziej jak Wika czy Adaś. To ja miałam problem z rozłąką , Tak bardzo nie chę ich stracić, wypuścić  z rąk … otoczyłam nad nimi klosz ,który nie do końca dobrze na nich wpłynął. Teraz miałam wsparcie i to wielkie , teraz dziękuje tym osobom za pracę nad moja głową, tłumaczenie że będzie dobrze i było! Szłam wczoraj do p/kola z innym nastawieniem i były tego efekty , Ja się cieszyłam i dzieciaki też!

Już się nie boję. Nie zamierzam więcej wyolbrzymiać mojego strachu. Jeśli mówię to szczerze nie po to by kogoś krzywdzić, Ja sama mam uczucia ,które chciałabym by inni szanowali by pamiętali że mnie też można skrzywdzić. Przestałam analizować słowa wypowiadane do mnie po prostu słucham i słyszę to co mówią ludzie. Problem polegał na moim łudzeniu że będzie dobrze nawet jak ktoś w swych słowach miał mnie gdzieś… koniec. Już nie zamierzam angażować się emocjonalnie w relacje z kimś kto wcale tego nie chce, nie zależy mu i jest wręcz wszystko jedno czy ja jestem czy nie. W porządku nie wszyscy muszą się kochać jasno zrozumiałam przekaz. Nie zawsze wystarczą chęci, są niczym gdy dana strona kompletnie nas nie rozumie a widzi tylko to co ma przed czubkiem własnego nosa. Trudno żyję się dalej. Nie będzie też kontaktów po przez „powinno, wypada” nic na siłę, nie muszę uszczęśliwiać wszystkich ludzi a przy tym sama być bardzo nie szczęśliwa. W moim życiu strasznie wiele się dzieje, osoby które były ważne jak myślałam…. W cale takie nie są, Ja dla nich nie jestem ważna i tak się zastanawiam czy kiedykolwiek byłam skoro tak szybko mogą mnie kimś zastąpić lub tak lekko odpuścić, zrezygnować z kontaktów. Wszystko to co było mam wrażenie że było iluzją w mojej głowie… idealnym obrazem jaki sobie zakodowałam. Lustro marzeń pękło i nastała rzeczywistość z jedną mała różnicą… do tej pory to ludzie mieli ogromny wpływ na moje życie, teraz to ja przejmuje nad wszystkim stery.


Już się nie boję.



dla nich postaram się lepiej żyć... <3



1 komentarz:

  1. O Matko! Ja to dokładnie znam....latami próbuje poradzić sobie z tym, że ja jestem ważniejsza od uszczęśliwiania innych ludzi dookoła... Taki syndrom "Matki Polki", wiele łez przez to straciłam i jeszcze podejrzewam wiele przede mną.
    Ale najważniejsze jest, żeby uświadomić to sobie...to chyba najważniejszy krok :)

    ___________
    notatkiprzyszlejmatki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń