Kartka z kalendarza.

Dni mijają nam szybko, przeplatane  gonitwą za Adasiem po piaskownicy, gotowaniem obiadów czy ubieraniem lalek Barbie w balowe suknie. Gdzieś w tym wszystkim jeszcze są nasze zmartwienia i problemy ,które trzeba rozwiązać na już i to na tyle dobrze by nie zaważyły na przyszłości całej naszej czwórki. Staram się w codzienności naszej nie popaść w monotonnie, nie trzymam się schematów, nie słucham rad babć czy cioć (chyba że o nie poproszę sama) w kwestii wychowania kieruję się swoją własną intuicją… w końcu kto ma znać lepiej moje dzieci niż ja sama?  Codziennie też nasze dzieciaki mają coś ekstra i w cale nie mam na myśli zabawki na wypasie. Idziemy na nieznany plac zabaw lub na taki, który jest uwielbiany przez Wiki i Adka ale jest zbyt daleko by odwiedzać go każdego dnia. Wybywamy do lasu, na łąki gdzieś za miasto. Staram się by urozmaicać im dzień. Niech poznają świat tak jak się tylko da. Bawimy się tez w domu, malują farbami a raczej marzą wszędzie gdzie się da kiedyś brudne podłogi by mnie wkurzały a teraz po prostu się sprzątnie po zabawie i tyle.  Mimo iż jestem z dzieciakami tylko Ja a Ł pracuje wcale nie czuję się sama. Z Ł mamy dobry układ wspieramy się no i gotuję tak dobrze że Ja się przy nim chowam. Zawsze gdy Adaś w nocy płacze i marudzi (tak jak dziś) a do tego wstaje około 5 Ja śpie… to Ł przed praca go zabawia i karmi tak bym Ja mogła nabrać sil po nocy by przetrwać dzień.  Za to jestem z niego dumna nie trzyma się schematu ON PRACA TY DOM doskonale wie że dzieciaki dają wycisk i czasami człowiek pada na pysk. Cieszę się że mnie rozumie jak nikt inny.  Dzieci dodają mi sił do tego bym się starała walczyć o swoje własne marzenia, chciałabym by były ze mnie dumne kiedyś.  Pomimo ich humorków ,płaczu przy wyciąganiu z prysznica, nerw bo kasza nie taka, sajgonu jaki robią w mieszkaniu za żadne skarby nie zamieniłabym dni z nimi na dni w pracy. Zwyczajnie chciałabym być przy nich tak długo jak się tylko da, cały czas mam wrażenie że się nimi nigdy nie nacieszę i zawsze będzie mi ich mało. Po cichu wiem że chciałabym jeszcze raz poczuć serduszko bijące we mnie… ale może kiedyś gdy nasza sytuacja życiowa będzie lepsza… kto wie?  Dni jak kartki z kalendarza ulatują , przemijają ale tylko ode mnie zależy czy będę szczęśliwa z tego czasu i dobrze go wykorzystam. Mimo zmęczenia czasem nie mocy bo nic się nie udaję albo nikt mnie nie rozumie… wiem że jestem w odpowiednim miejscu , w moim domu czy gdziekolwiek indziej … ważne że z moja małą rodzinką. Jestem szczęśliwa. 



1 komentarz:

  1. Fantastycznie, że Ł ci tak pomaga :) ja mam podobnie!! Podobnie mam tez z tym marzeniem o serduszku bijącym we mnie, tym maleńkim, z którego wyrośnie braciszek lub siostrzyczka dla córki, ale.....życie nie przewiduje dla mnie takiej opcji :( Z ta monotonią ciężko....co to się człowiek musi nagimnastykować by w nia nie popaść :)

    OdpowiedzUsuń