Po drugiej stronie lustra.

Często patrzę w lustro i wcale nie dla tego by podziwiać swoją urodę (bo jej brak ;p) ale po to bym wreszcie dostrzegła w sobie siłę z przed lat. Teraz patrzę na odbicie w szkle i nie wiem kogo widzę. Jestem rozdarta pomiędzy tym co muszę zrobić ,powinnam i nie chcę…  Znalazłam się w sytuacji iście przypominającej pole bitwy gdzie pewnym jest że co bym nie zrobiła, powiedziała lub przemilczała i tak będą ofiary w ludziach. Będą łzy jednych a inni cieszyć się będą.  To jedna z takich spraw ,której nigdy bym się w życiu nie spodziewała. Coś co może naprawdę nazywać się problemem a dotychczasowe to tylko drobnostki. Jeśli ja osoba dorosła jestem w totalnej rozsypce to jak w takich sytuacjach zachować się ma dziecko ,które niczego nie rozumie? Rozwód rodziców zawsze jest trudny i nieważne w jak dobrej atmosferze mija. Z jednej strony masz mamę a z drugiej tatę. Będąc na środku znając wszystkie szczegóły rozstania, stałam się powiernikiem obu stron, obie chcą rady i wsparcia. Co mam zrobić? By nikt przez moje decyzje i słowa nie cierpiał. Raz jest dobrze raz źle… raz rozumiem i akceptuje a raz to słowo „rozwód” krąży mi pod skóra jak pluskwa, truje od środka, niszczy… Jem i nie jem na przemian, śmieję się udając że jest cudownie a za chwilę płaczę… nawet wydawało mi się że jest ok poradziłam sobie z myślami i jakoś to tam będzie a za chwilę martwię się co będzie kolejnego dnia… gdzie wszyscy będziemy za rok. Najgorsze w tym wszystkim to jest że czasami czuje się sama, wydaję mi się że jestem nierozumiana przez innych, może nawet bagatelizuje całą sytuacje, powinnam olać, krzyknąć pozabijajcie się a ja poczekam z boku na finał sprawy… nic mnie nie obchodzi… Nie potrafię tak, nie przejmować się nie widzieć i nie słyszeć. Patrzę na siebie w lustrze, i widzę NIC tak jakby całego mojego życia nie było, wspomnienia się rozmyły , wartości z dzieciństwa przestały być ważne może wszystkie te słowa jakie słyszałam tyle lat to jedno wielkie kłamstwo.  Jest tyle pytań, dlaczego ,tyle nie rozumiem a jeszcze więcej po prostu mam dosyć. Do rozprawy zostało jeszcze sporo czasu a ja mam wrażenie że do tej chwili  zaciśnie się na mojej szyi obroża stresu, żalu i niemocy… a później złapie oddech i zacznę budować swoją rzeczywistość na nowo…


10 komentarzy:

  1. www.kilkuetatowamama.com9 czerwca 2015 18:33

    Kochana, trzymaj sie! Mam dwie qmpele ktore zdecydowaly sie na ten krok. Najwidoczniej bylo to potrzebne. Dzieciom jest najgorzej w tej sytuacji ale jestem pewna ze jako madra Mama dasz rade i przeprowadsisz najukochanszych przez ta probe. A jak bedziesz czegos potrzebowala to jestem pewna ze blogosfera ruszy z pomoca! Przynajmniej jedna taka osoba tak 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuje kochana z całeg serca :***

    OdpowiedzUsuń
  3. www.kilkuetatowamama.com9 czerwca 2015 18:52

    Nie musisz. Nieraz wirtualnym znajomym jest sie lepiej wygadac niz tym w realu wiec jakby co, to smialo pisz. O wszystkim! Buzka!

    OdpowiedzUsuń
  4. z tym brakiem urody to ty nie przesadzaj :) a co do rozwodu....najważniejsze by dziecko miało kontakt z ojcem, reszta jest nieważna :) głowa do góry i niczym się nie przejmuj :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w tym wypadku jestem dorosla i sama zdecyduję czy chce go miec czy nie... i on tak samo..

    OdpowiedzUsuń
  6. ach....nie skumałam do końca...zmęczona chyba jestem! to ty jestes tym "dzieckiem"....mimo to głowa do góry

    OdpowiedzUsuń
  7. Ściskam i życzę Ci dużo sił! Rozstania nigdy nie są łatwe dla dzieci nawet tych dorosłych...

    OdpowiedzUsuń