Happy days.

Szczęśliwe dni maja to do siebie że szybko przychodzą a jeszcze szybciej odchodzą i wraca szara rzeczywistość… dla tego tak bardzo cieszę się na weekendy z moją rodzinką. Lubię dni w czwórkę w tedy cieszy nawet najmniejsza drobnostka, znaleziony liść na spacerze czy dobra kawa w towarzystwie ukochanej osoby. W zasadzie wszystko to co robimy w tygodniu a mam wrażenie że jakby ten czas cenniejszy, wolniej płynie i widzimy więcej. Ten weekend był nieco inny bo czwórka uszczupliła się do trójki. Wika pojechała z babcią T w moje rodzinne strony do naszej rodziny wieś. Nie mogłam jej odmówić na samą myśl o tym że pojedzie do prababci i odwiedzi ciocie i rodzeństwo świeciły się jej oczy. Wika jak sama powiedziała jedzie na urlop i Ona musi… no więc w sobotę ruszyła. My z Adasiem zabraliśmy się za sprzątanie… szło nam opornie bo znacznie bardziej Adaś wolał mi psocić i zachęcać do zabawy niż pomagać w porządkach. Efekt był taki że budowaliśmy garaż dla autek a Tatowy dokończył sprzątanie i zrobił obiad no cóż my z Adasiem mieliśmy urlop! Mały mimo wielkiej frajdy z rodziców tylko dla siebie był nieco niespokojny, chodził do pokoiku Wiki i wołał ją myślę że podobnie mogło by być gdyby Ona chodziło do przedszkola a On nie, a tak razem będzie im znacznie łatwiej. Adaś w sobotę postanowił w nocy nie spać i tak chodziliśmy do niego na zmianę od drugiej w nocy do 6 aż wszyscy padliśmy w najmniejszym łóżku w domu! Niedziela powitała mnie zapachem mojej ulubionej kawy, Tatowy zaprosił mnie na śniadanko … nie ważne że była to kanapka z nutellą … czułam się doceniona i ważna. Szybko wybraliśmy się do miasta na spacer i lody. Znacznie łatwiej było nam ogarnąć Adasia. Teoretycznie Wika nie robi żadnych problemów i jest bardzo grzeczna, słucha się i nie ucieka w zasadzie nigdy na spacerze z nią nie było jakiś stresujących sytuacji… mimo to czworo oczu pilnujących dwa rozszalałe punkciki to różnica wielka gdy te same czworo oczu pilnuje tylko jednej pchełki. Już zapomniałam jak to jest z jednym dzieckiem… chyba nikt się nie pogniewa gdy napiszę wygodnie lub łatwiej bo tak się po prostu czułam. Pozwiedzaliśmy naprawdę solidnie nasze miasto, które jest po prostu piękne! Pogoda sprzyjała spacerom no i sam Adasia kompletnie nie chciał wracać do domu. Wieczorem wybraliśmy się na pizze ze znajomymi na szczęście pizzeria jest tuż za rogiem bloku więc gdy Adaś zaczął by marudzić zawsze szybko można iść do domu. Dodatkowo Wika miała być lada chwila… Więc taka opcja była dla nas super, my nacieszyliśmy się spotkaniem ze znajomymi, Adaś aż bil brawo na myśl o kolejnym wyjściu ,było naprawdę super. Po dwudziestej dotarliśmy do domu a tam już czekała Wika… zaczęło się witanie, tulenie ,całowanie i piski…. Radość sięgała zenitu. Dzieciaki zachowywały się jakby się rok nie widziały, dosłownie przykleili się do siebie i razem poszli spać. Miło było tak na nich patrzeć. Chociaż z jednym dzieckiem jest fajnie, lżej … to nie zamieniłabym mojego życia z moją szaloną dwójką na żadne inne! No może na życie z Trójką…


Proste życie, wolne bez codziennej gonitwy , małe rzeczy… to wszystko jest piękne i sprawia że jestem, jesteśmy szczęśliwi.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz