Urlop

Urlop… ten kto go wymyślił powinien dostać nobla! W oczach wszystkich siedzę w domu, opieka nad dziećmi to nic wielkiego a zmaganie z codziennością wpisane jest w życie każdego z nas… Więc czego ja chcę? Jaki urlop i od czego? Potrzebowałam chwili wytchnienia od mojego dotychczasowego życia, problemy nawarstwiały się stale każdego dnia i mimo iż walczyłam by nie myśleć o tym wszystkim na zaś… nie do końca zawsze mi się udawało. Od obowiązków nie uciekłam lubię zajmować się dzieciakami, szykować im śniadania, kąpiele czy po prostu mieć czas by się bawić… tego też na urlopie nie zabrakło. Zmieniła się sceneria, ta codzienność jakoś tak już nie męczyła jak w domu. Nie padałam spać umordowana ,zmęczona i zła a w głowie nie huczało pytanie „co będzie dalej”  … zasypiałam zwyczajnie spokojna. Budziłam się szczęśliwa , brałam kubek z kawa i siadałam przed domem a tam tylko cisza, zielona trawa, słońce i my- nic dodać nic ująć.  Czy odpoczęłam ? Fizycznie chyba nie ;p zabaw, biegania po polu było wiele, moja głowa trochę odetchnęła mimo iż z dala od domu to i tu dopadły nas realia życia… problem ,który wisi nad naszą głową od dawna i czeka na rozprawienie się z nim… nagła utrata kogoś bliskiego. Jakby na co dzień było nam mało… Zmieniło się nasze nastawianie. Nie ma pytania po co my ,znowu coś – teraz jest „tak musi być” zmierzymy się  tym. Głowa się nie boi że będzie źle bo serce mówi wszystko się uda a ja głęboko w to wierzę! Podzieliłam się wszystkim co mnie boli z moją rodziną, wywaliłam z siebie wszystkie nerwy i skrywane smutki… wylałam z siebie łzy bezradności. Podniosłam wysoko głowę , przecież nie ma takich problemów z jakimi byśmy sobie nie poradzili. To jest prawda z pozytywnym nastawieniem, na spokój nagle do głowy przyszły rozwiązania, kamień spadł z serca… Jest plan, czas na realizację!

Po co był mi ten urlop? Złapałam oddech świeżego powietrza, oglądałam twarze mojej ukochanej rodziny, nawet przyjaciele do nas dojechali na chwilę. Poczułam że jestem panią mojego losu wreszcie przejęłam stery … będziemy szczęśliwi. Mimo iż nie zwiedzaliśmy zabytków a stopy nie tonęły w morzu to wiecie to był najfajniejszy urlop na jakim byłam, dal mi znacznie więcej niż pobyt gdziekolwiek indziej…. a za rok… wypiję kawę na tarasie swojego domu i głośno powiem udało się! Bo czasami trzeba zrezygnować z jednych planów by zyskać coś znacznie ważniejszego. W całej tej pogoni za życiem nigdy nie zapomnę o sobie ,odpoczynku i chwilach spędzonych z bliskimi osobami.



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz