Matka! Ale Ty przesadzasz!

Ile razy słyszałam już że przesadzam, jestem nad opiekuńcza, nie tak ubieram dzieciaki, no na co ta czapka, daj mu loda jeszcze jest ciepło, od Mc Donalds jeszcze nikt nie umarł, do przedszkola z gilem też może iść…

Po sto kroć błagałam by nie wciskać mi tysięcy złotych rad o ile o nie sama nie proszę. I jak rady człowiek przełknie tak wciskanie zdania bo z pewnością ktoś wie lepiej co dla moich dzieci jest dobre doprowadza mnie do stanu wrzenia…

Zastanawiam się gdzie tkwi fenomen złotych rad i wciskania im innym…

Przykłady :

Moje dzieci są odporne wiesz nawet w październiku biegają boso w piaskownicy przy osiedlowym placu i nawet katar ich nie łapie.
- W moim wypadku (chociaż uważam dzieciaki za bardzo odporne bo zaledwie 4 razy w życiu brały antybiotyk) były by najzwyczajniej po takiej zabawie chorei to mocno…

Jak będziesz dawała im lody całą zimę to nie będą chorowały na gardło.
-Faktycznie znam osoby ,które nawet się tak leczą… Babcia T przy bolącym gardle zjada loda i dziękuje po chorobie… Ja testując coś takiego na sobie umieram kilka dni z gorączką. Dzieciakom swoim takiej kuracji nie zaserwuje.

Do przedszkola z gilem. Moje tak chodzą i wiesz to nic złego dzieci tak nabierają odporności.
- Hmm od początku mi to nie pasowało, zawsze myślałam że choruje to się w domu. Dziś po wizycie u naszej pediatry się w tym upewniłam. Zadałam jej pytanie „ jak mają tylko gila to mogą iść do przedszkola” ? Odpowiedź była jasna – ZGŁUPIAŁAŚ chyba? Skąd wiesz co z tego gila będzie? Czy zamieni się w zielony, a może dojdzie na drugi dzień w przedszkolu kaszel lub cokolwiek innego. Katar jest sygnałem od organizmu że dzieje się coś w organizmie dziecka. MITEM jest to że dzieci się od siebie uodporniają. To błędne koło. Po chorobie wraca dziecko do przedszkola osłabione jeszcze ,spotyka w nim kolegę ,który właśnie dostał kataru… To wyleczone już niby dziecko z powrotem łapie infekcje… a jego organizm nie ma czasu na regenerację i tak koło się zamyka.
Z drugiej strony ja mam możliwość zostania w domu z dzieciakami no mam też babcie, ciocie w pogotowi u ,które zostaną z nimi za mnie. Mam ten komfort że po prostu no jak muszą to zostają. Rozumiem więc doskonale rodziców posyłających dzieci do placówek z katarem, nie zawsze pewnie mają wyjście inne, osobe do pomocy i zwyczajnie muszą pracować i od tego nie ma innej opcji.

RADY, porady i wszystko inne jest ok. Wszystko bywa pomocne i dobre pewnie że tak. Tylko jest małe ale… do wszystkiego należy podchodzić z dystansem i własnym rozumem. To co pomogło jednemu dziecku wcale nie znaczy że pomoże tez drugiemu. Żaden człowiek nie jest taki sam i nie ma jednej idealnej recepty na zdrowie i rozwiązanie problemów. Doradzając komuś nie równajmy drugiego człowieka pod siebie, nie przykładajmy wszystkich do jednej miary…. Doradzajmy ale zostawmy tez wybór.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz