Deszcz

Deszcz jak łzy płynie i płynie… zatrzymać się nie chce. Głowa myśli i znów analizuje a co by było gdyby, może trzeba było tego nie mówić a powiedzieć i zrobić coś innego, może mogłam nie omijać tematu nie wykręcać się od wyznania tego  czym myślę, może za miast uśmiechu na odczepne i dźwięcznego uff trzeba było powiedzieć „weź daj mi wreszcie spokój… nie lubię Cię wręcz muszę tolerować Twoje idiotyzmy i kłamstewka, których mam serdecznie po kokardę, żyj dalej w swojej iluzji ale beze mnie … daj mi spokój” – milczę.

Weekendy są spokojne zwłaszcza te jesienne jak ten teraz. Mały spacer, zakupy i obiad na rozgrzewkę a później robimy to czego dusza zapragnie. Dzieciaki wykorzystują Tatę do granic jego sił ,muszą się nim nacieszyć bo przecież w tygodniu w staje rano gdy my wszyscy śpimy i wraca gdy kładziemy się spać. W wolne dni wszyscy doceniamy to jak bardzo On o nas dba. Ja w tedy mam chwilę dla siebie, maluje paznokcie, oglądam ukochany serial czy… razem z Tatowym buduję domek z klocków, który Adaś zaraz zbombarduje serią pluszowych misiów. Jest fajnie, zwyczajnie ale fajnie i dobrze.

Mogłabym wywalić z siebie co mnie męczy, wykrzyczeć wręcz buzujące nerwy, ale nie. Zbyt wiele sił, emocji i czasu straciłam na walkę z wiatrakami, ludzi kompletnie nierozumiejących mnie i moich potrzeb więc po co toczyć wojny? Szkoda mojego czasu. Nic się nie zmieni gdy powiem „odczep się” chyba prócz tego że zmarnuje swój wolny czas na nerwy. Ktoś się zmieni? Nie pewnie że nie bo nie musi skoro wyimaginowane życie mu tak smakuje niech będzie. Ktoś się odczepi? Nie bo nie od wszystkich się da uwolnić, odciąć jak zwał tak zwał , na kontakty z pewnymi ludźmi czasem jesteśmy zmuszeni i trzeba to zaakceptować.

Brak reakcji na pieprzenie głupot ostatnio jest najlepszym lekarstwem dla zachowania własnego zdrowia psychicznego. Olewam zaczepki, złośliwości i głupotę. Już nie karmię się kłamstwami tych ludzi, nie przeżywam ich problemów skoro Oni sami nie chcą nic zmienić…. A słowa to tylko słowa jeśli nie ma czynów.

Do szczęścia jest mi nie wiele potrzeba, Męża no i moje dzieciaki,rodzinę, kilkoro przyjaciół, garstkę znajomych i zdrowia nic więcej. Całe życie starałam się by ludzie mnie akceptowali albo lepiej szanowali, wojowałam o szczerość, zrozumienie no i zabiegałam o kontakty.

Już nie muszę. Wystarczy mi to co jest teraz, o coś co jest prawdziwe nie trzeba walczyć a o sztuczne (i na siłę) relacje nie warto.

Deszcz i tak będzie płynąć (zmyje to co złe) , łzy czasem otula policzek… mamy jesień i czas zadbać o siebie po to by zimą w sercu poczuć ciepło.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz