Ślub- Szósta rocznica.

Są takie dni, które się pamięta, dni jakie sprawiają że buzia Ci się uśmiecha a serce bije mocniej. Dla mnie takim dniem jest dzień mojego ślubu.

Gdy byłam małą dziewczynką marzyłam o pięknej białej sukni, tabunie gości, cudownie przystrojonym kościele i o Nim… tym Jednym mężczyźnie mojego życia. Marzyłam by powiedzieć TAK a na palcu zabłysnęła złota obrączka… a potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie…

Wiadomo życie nie jest bajką ani sennym marzeniem a nasza droga do szczęścia nie była prosta.

Poznaliśmy się jako bardzo młodzi ludzie… miesiąc po poznaniu Ł kończyłam 17 lat. Co ja wiedziałam o życiu?? Kompletnie NIC! Jedyne co było w tedy dla mnie pewne to właśnie to że jest to tej Jedyny człowiek z jakim chce żyć. Nasze perypetie do zaręczyn były różne… Twarde charaktery walczyły ze sobą, rozbuchana ambicja kipiała… dotarliśmy się i zamieszkaliśmy razem…

Z mlekiem pod nosem … w oczach mojej mamy byłam małą dziewczynką przecież mieszkałam już z moim ukochanym. On pracował a ja pisałam maturę w międzyczasie robiąc mu obiad i stawiając kroki w dorosłym życiu. Mieliśmy to szczęście że rodzina w nas wierzyła i to bardzo, wspierali nas i jednocześnie tłumaczyli wiele jak to wszystko wygląda.  My sami mieliśmy problem…. Wierzcie mi inaczej jest być z kimś per chłopak dziewczyna i widzieć się po kilka godzin dziennie a inaczej mieszkać i przyzwyczaić się do upodobań drugiej osoby… Kłótnie były głupie…  o kubek do kawy, klapę od sedesu, niezmyte gary czy wyjedzone płatki. Na szczęście głupota nam przeszła… a każde kolejne problemy mocno umocniły… Dla Ł zrobiłabym wszystko. Wszystko też zniosła…

Rozstaliśmy się na chwilę …. Chciałam by się ocknął, żeby zrozumiał że jestem i kocham ale pewne sprawy muszą się zmienić jeśli mamy zbudować rodzinę… ZMIENIŁ SIĘ długo nie wytrzymaliśmy bez siebie. Zaczęliśmy planować….

Oświadczyny były dla mnie takim wow że najchętniej chodziłabym całe dnie z ręką nad głową… Byłam taka szczęśliwa… Mijał czas, nadeszła pora na planowanie ślubu… tu moja fantazja szalała przecież miało być wyjątkowo. Ł się stresował… no w końcu idzie do ojca jedynaczki prosić o jej rękę… Nasze zdziwienie było wielkie rodzice czekali aż wreszcie po takim czasie mieszkania razem zdecydujemy się na krok dalej… Wszystko było ustalone na za rok latem… Rodzice wyjechali w góry a my …. Odkryliśmy że jestem w ciąży… pierwszy telefon do Teściowej… a ta ze wsparciem cioci Marzenki dotarły do mnie z prędkością światła… łzy radości i strachu, multum myśli…. Co ja powiem ojcu… Zadzwoniłam…  „Czego Ty wyjesz no… szukaj sali weselnej na już… przyjadę szybciej i wszystko się zapłaci”. Mieliśmy szczęście i to wielkie…. Znajomi ,którzy mieli brać ślub w październiku mieli go w lipcu… też z powodu ciązy… Nie tylko ja chciałam rodzic dziecko będąc już żoną. Dzięki temu mieliśmy salę, super orkiestrę i nawet kamerzystę w jeden dzień! Suknie wybrałam po weekendzie i też na wielkim farcie… poszłam szukać zaproszeń na szybko a tu masz suknia… wymarzona… przymierzam … IDEALNA szyta jak na mnie…. Okazało się że zostało zdublowane zamówienie… dla jednej dziewczyny z mojego miasta… miała takie same wymiary jak Ja też była w ciąży, brała ślub w tym samym kościele, tego samego dnia tylko godzinę po nas!!!! SZOK!!! Znowu miałam wszystko na plus do tego Osoba sprzedająca suknie pracowała z babcią K, dostałam rabat i gratisy dzięki temu starczyło na zaproszenia i atrakcję dla gości weselnych.

Radość nie trwała za długo.. na tydzień przed ślubem wyszłam ze szpitala… straciliśmy nasze dziecko. Ciężko mi do dziś o tym mówić… (więcej przeczytacie 15pażdziernika przypomnę wam pewien post ).  Przetrwałam złośliwe poklepywanie że przecież to nic… co tam 8,9 czy 10 tydzień to nic młoda ,zdrowa to i urodzi… za bardzo się rozczula… i ten szyderczy śmiech radości że wreszcie się nam coś nie udało… Zagryzłam zęby i przetrwałam czas do wesela. Z tego wszystkiego najgorsze były chyba życzenia osób, które nie wiedziały co się stało… „szczęśliwego rozwiązania” uśmiechałam się i dziękowałam nie byłam w stanie powiedzieć nic innego.

To był mój wymarzony dzień i tą myśl wbijałam sobie do głowy! Mój idealny facet ,który przy ołtarzu rozbawił mnie swoimi słowami „ widzisz nie uciekłem Ci” jego łzy nasza rodzina, przyjaciele to wszystko było perfekcyjne w każdym calu. Tego dnia miałam przy sobie naprawdę najwspanialsze osoby gdzie wielkie ukłony biję ku mojej Świadkowej Julce. Dowiedziała się o swojej funkcji na szybko w ostatniej chwili a mimo to była najbliższą (zaraz po Ł) mi osobą taką od łez i stresu, od poprawy sukni i spojrzenia w oczy że się udało po dziś dzień jestem jej za to wdzięczna i zawsze będę.

Noc minęła szybko zabawa sama trwała do 7 rano… Zmęczeni ale szczęśliwi zaczęliśmy życie jako państwo C.

DZIŚ jestem żoną 6 lat za nami wzloty i upadki. Codzienność i chwile radości. Jestem kochaną żoną swojego męża i dzięki niemu też mamą. Mam przyjaciela i powiernika. Wiem że dzięki mojej małej rodzinie jestem kimś wyjątkowym a świat nie jest mi straszny razem wszystko zniesiemy.


NIC bym nie zmieniła. Kocham Cię Mężu i naszą rodzinę. Jestem we właściwym miejcu o właściwym czasie i z właściwymi ludźmi i tak do końca życia.



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz