Idealny plan.

Miał być idealny plan, jedno dziecko później następne, piękny dom i wymarzona praca do tego mąż, który jest najlepszym przyjacielem i razem to daje pełnie szczęścia…

Najpierw było jedno dziecko, Wika później urodził się Adaś. Myślałam że jest pięknie. Ona rezolutna i zawsze pomocna , spędzała mnóstwo czasu opiekując się bratem i słuchając dorosłych. Od rówieśników stroniła jej w głowie zawsze były maluszki … Dalej słuchała rozmów dorosłych. 
Myślałam że wszystko jest ok. Przecież jest grzeczna, pomaga mi, bawi się sama w dom i inne zabawy. Nie poszła do przedszkola w tedy gdy inne dzieci z jej otoczenia szły, ma czas nie musi iść do maluchów i przecież jestem w domu z Adasiem, nigdzie nie dostanie tyle ciepła. Uczyłyśmy się razem … Pod wpływem otoczenia rok później zapisałam ją do przedszkola. Lęk separacyjny okazał się tak wielki że zrezygnowałyśmy… Ja nie mogłam patrzeć na jej łzy, wymioty… nie umiałam być głucha na błagalne słowa „chce być z Tobą mamo”.  Ustaliłyśmy jasno za rok idziesz Ty i Adaś to samo przedszkole (inne niż rok wcześniej). Dzielić was będzie tylko cienka ściana Ty w starszakach a Adaś w maluszkach.

Poszła… nie było łatwo próbowała nakłonić nas do rezygnacji, wymiotowała na zawołanie i z uśmiechem na buzi… płakała gdy to pierwsze nic nie dało…. Przełamała się dała rade po tygodniu już było dobrze, śmiała się. Nagle zachorowała razem z bratem byli w domu 3tygodnie… On biegł do przedszkola z uśmiechem a Ona płakała… Znów nie chciała iśc znów się bała… Czemu po kilku dniach od przerwy? „KTOŚ” był nie miły powiedział przykre słowa… Wika z tym sobie nie radzi. Tak bardzo wystraszona i zagubiona była że wczoraj po całym dniu płaczu i wymiotów trafiłyśmy na pogotowie… Byłam przerażona jej stanem i strachem. Cały czas myślałam gdzie popełniłam błąd….
Myślałam że jest twarda ale przecież Ona jest taka jak Ja… z zewnątrz twardzielka a w środku bardzo uczuciowa osoba. Dostrzegłam jej kruchość, małość… Moja Czterolatka otaczała się dorosłymi, nauczyła się mówić jak dorosły, przeżywać jak on… gdzieś ulatywała z niej mentalność dziecka. Ja sama wczoraj płakałam ,to moja wina że sobie nie radzi… moja zabrałam jej tą niewinność… Błędem było nie puszczenie jej do przedszkola i moim samolubstwem.

Chciałam by było dobrze, tak bardzo starałam  się połączyć prace, dom i opiekę nad dzieciakami … miało być idealnie… a zawaliłam po całości.

Moja Wika dała znak… dostrzegłam nasze błędy, mój pośpiech za idealnym życiem, wiem że nie zrobie wszystkiego sama…. Wiem że muszę prosić o pomoc… wiem że musze bardzo się starać.

Z Wiką czeka nas ogrom pracy, rozmowy, miłości,rozmowy i zrozumienia… Damy sobie radę. Wiem że na efekty trzeba czasu… ale już dziś było lepiej, poszła do przedszkola ,zaufała że będzie fajnie i będzie!


Nie ma idealnych ludzi, nie ma idealnego życia…. Ważne że Ja widzę swój błąd, chce go naprawić bo ponad wszystko na świecie kocham moje dzieci i zrobie dla nich wszystko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz