Pod presją.

Cały czas mam wrażenie że działam pod presja, ścigam się z czasem o każdą wolną chwilę dla siebie, chwile tylko z dziećmi tak by nie widzieli matki desperatki z nosem w laptopie. Staram się połączyć pasję z pracą i wychowywaniem dzieci, wierzcie mi to wcale nie jest lekki kawałek chleba… wręcz bardzo niewdzięczny.

Staram się jak mogę sprostać oczekiwaniom jakie każdego dnia są przede mną stawiane. Wstaję rano staram się ogarnąć tak by nie wyglądać jak kupa nieszczęścia dodatkowo szykuję dwoje dzieci do przedszkola, które najczęściej wiozę z wywalonym jęzorem by znowu się nie spóźnić. Pędzę po zakupy w międzyczasie wykonując inne zadania zlecone przez Tatowego (czasem jestem sekretarką ,która bardzo CHCE wspierać i pomagać mężowi). Wracam szybka kawa, sprzątanie ,zakręcę coś w kuchni i nim zabiorę się za swoją „pracę” zaraz gnam na złamanie karku po dzieciaki. W domu coś zjemy ,bawimy się i nim się obejrzę jest noc… cały czas myślę gdzie jest mój dzień?

Codzienność czasami bywa przykra zwłaszcza w obecnej napiętej sytuacji między dziadkami T&T ciężko mi się odnaleźć i zachować zdrowy rozsądek. Rodzice wychowali mnie na szczerą i uczciwą osobę ale teraz ni jak nie wiem jak to wykorzystać w życiu. Chciałabym pomagać wszystkim im także ale nie umiem, zwyczajnie stoję sobie pośrodku placu i czuję się jak zagubiona dziewczynka ,która nagle musi wydorośleć. Czy jest to wina za krótkiej doby czy może zbyt wielu obowiązków? Nie mam pojęcia… przecież zdaniem innych ja tylko „siedzę” w domu i od narodzin pierwszego dziecka żadną pracą się nie zhańbiłam, kiedyś by mnie to złościło teraz śmieszy… Tylko ja jedna wiem jak bardzo się staram uszczęśliwić moich bliskich, trzymać ich razem w ryzach ale i w miłości. Ciężko jest się dwoić, troić i starać zwłaszcza gdy mało kto to docenia a jeszcze mnie stawia się w mojej sytuacji i chociaż próbuje zrozumieć.


Bywa ostatnio częściej niż kiedyś że mam dosyć , wszystko mnie przytłacza i chciałabym uciec jak dziecko… daleko i przed siebie. Zawsze w tedy doceniam dni na wsi z dala od miasta,ludzi jestem ja i moja cisza , rodzina i wszystko to co kocham… Nabieram oddechu i staram się na nowo poukładać moją i naszą rzeczywistość w jedną spójną całość.












JUTRO... będzie lepiej??? hmmm musi być!!!! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz