Gorsze i lepsze dni

Bywają takie dni że pędzę na łeb na szyję do domu by napić się ulubionej kawy latte. Wiecie ta cisza i ciepło rozchodzące się po ciele… czasem tylko tego trzeba. Zbieram myśli, liczę dni jakie minęły… ciągle kombinując jak wydłużyć dobę. Ostatnio jest zbyt krótka nie wiem jak to się dzieję ale wiecznie nie mam czasu… nim się nie obejrzę a już 14 i lecę po dzieciaki a gdzie prasowanie, obiad. 

Teoretycznie powinnam lepiej się ogarnąć w końcu Maluchy nie biegają dookoła i nie wołają ciągle maaaamaaaaaa J

Dni uciekają jak przez palce, kolejne świąteczne gadżety dają taką fajną i ciepłą atmosferę. Już bym chciała 24 grudnia nie wiem czemu łącze z tym dniem jakąś specjalną moc, tak jakby wszystkie problemy od tak zniknęły. Być może to znak że przydała by się chwila wytchnienia, odpoczynku … może to czas by zwolnić i zdystansować się do wszystkiego.

Powinnam przemyśleć wszystkie plany, pomysły na przyszłość no i zdecydować co jest dla mnie ważne, wszystkich srok za ogon nie złapię… i za miast dwoić się i troić by zdążyć zrobić wszystko co i tak się nie udaje… muszę wybrać co jest ważniejsze i co daje mi radość.


Jedno jest pewne w chwilach zwątpienia i zwyczajnej ludzkiej niemocy, bo przecież każdy ma gorsze i lepsze dni, tęsknie za moją rodziną. To jest główny powód takiego mojego wyczekiwania na te świąteczne dni. Marzy mi się usiąść przy stole z ulubionym kubkiem kawy latte i rozmawiać… tak zwyczajnie, nacieszyć się bliskim na tyle ile się tylko da. Być szczęśliwą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz