Nie zmieniłam się!

Ostatnio słyszę wprost i za plecami jak to się zmieniłam. Stałam się hmm zimna, olewająca wręcz. Czemu to mnie nie dziwi? Cały czas starałam się zadbać o dobre, poprawne czy jakiekolwiek relacje z pewnymi ludźmi… to ja dzwoniłam, pisałam ,zapraszałam , naginałam się i swoje zasady. Przepraszałam czy łagodziłam spory chociaż to mnie ktoś powinien przeprosić. Robiłam to wszystko po to by było dobrze. Nienawidzę kłótni, nienawiść niszczy zawszę obie strony. Miałam też dosyć napiętej atmosfery i doskonale wiedziałam że jeśli ja nie wyciągnę ręki to druga strona tego nie zrobi nigdy. Dawałam z siebie (dalej się staram) 200% i ciągle było (i jest) mało, ludzie wymagają, chcą szacunku i uwagi a sami?? Nie chcą dać nic w zamian. Nie dają swojego czasu i uwagi, chcą tylko brać.
Gdy było mi źle i smutno głośno o tym mówiłam. Nie chciałam dusić w sobie emocji bo ile można? Jeśli nie mówiłabym że jest źle, to ludzie robiący mi przykrości myśleli by że wszystko jest cacy, a nie jest i pewnie długo nie będzie. Ludzie mówili mi ,doradzali i wspierali. Powinnaś przestać, ile można być „chłopcem do bicia i na posyłki”. Ciężko mi było przestawić się na taki tok myślenia. Nauczyć się być ślepym i głuchym… Odseparować od ludzi, którzy mają negatywny wpływ na mnie, przestać prosić się o czyjąś sympatię.
Udało mi się, moja skóra zrobiła się twardsza a ja sama zaczęłam iść na przód i otaczać się takimi osobami jakie ciągną mnie ku górze, takimi jakie widzą też moje zalety a nie tylko wady i wreszcie takimi, które po prostu mnie kochają, wspierają i chcą spędzać swój czas.
Co więc usłyszałam… zmieniłaś się.
NIE ja jestem taka sama jak zawsze, dalej potrafię pomagać wszystkim tym, którzy o pomoc proszą, dalej wspieram na tyle ile mogę, dalej jestem optymistką i lubię wyskoczyć gdzieś z przyjaciółmi. Jestem otwarta  i szczera a jeśli się w coś angażuję daję z siebie wszystko. Jestem taka dla wszystkich tych ,którzy mnie szanują, znają i nie oceniają na podstawie swojego chorego obrazu mojej osoby. Nie jestem potworem, zwyczajnie mam granice jak każdy i wreszcie je pokazałam. Wciąż jestem tą samą Iloną co 10lat temu jedynie nie pozwalam się więcej wykorzystywać. Można powiedzieć że SAMA wreszcie zaczęłam się szanować, swoje uczucia i zdrowie.
Chcę być szczęśliwa, chcę by ludzie mnie lubili za to jaka jestem  a nie tylko w tedy gdy czegoś ode mnie chcą.

Jeśli ktoś mnie pozna… zechce poświęcić czas… dostrzeże to co widzą moi bliscy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz