Druga strona medalu.

Ostatnio rozmyślałam nad relacjami miedzy ludzkimi, nad znaczeniem miłości czy przyjaźni w naszym czy moim życiu.

Ludzie nie potrafią okazywać uczuć, wstydzą się publicznie mówić kocham nie ważne czy to do męża/żony, dziewczyny lub brata czy szwagra… Okazywanie uczuć jest oznaką słabości… Przecież w dzisiejszych czasach lepiej być twardym…

Nie rozmawiamy ze sobą, z niedomówień zawsze wychodzą przykre sytuacje. Obserwujemy zdjęcia na social media, opisy do nich i w głowie dopowiadamy sobie własne historie… i po co? Z braku rozmowy, próby porozumienia się, wyjaśnienia tego co nas boli relacje umierają. Złość czy żal do drugiej osoby rośnie na sile i czasami już nie da się odbudować tego co było.

Drugą stroną medalu są ludzie ,którzy widza nas gdy czegoś od nas potrzebują. Jeśli jednak nie jesteśmy potrzebni nie zadzwonią do nas by zapytać jak się czujemy, nie napiszą smsa z pytaniem co u nas słychać, nie napiszą wiadomości na „fejsie” z propozycja spotkania na kawę… nie już nie jesteśmy im potrzebni… do czasu kolejnej przysługi.

Wydaje Ci się że ktoś Cie lubi, rozmawiacie dosyć często , czujesz że jesteś wysłuchiwana z uwagą… Ktoś nagle zaczyna Cię pouczać, ocenia Twoje decyzje, ironizuje, sprawia że czujesz się nic nie warta. To w końcu lubimy się czy nie? Chyba nie… ktoś był miły bo wypadało ale że nie za bardzo jesteś potrzebny/przydatny milczy… z nadzieją że dojdzie do Ciebie byś sama się nie odzywała bo i po co. Przy spotkaniu uśmiechniesz się rzucisz że kiepska dziś pogoda i tak będzie wyglądać wasza znajomość.

W chwilach ciężkich dla Ciebie dostrzeżesz wyraźnie dla kogo jesteś ważna i potrzebna i na kim możesz polegać mimo wszystko.

W moim wypadku było tak samo. Mój pobyt w szpitalu był krótki a sam zabieg rutynowy nic nad czym trzeba by się rozwodzić … ale… Dzięki temu doświadczeniu moje oczy otworzyły się znacznie szerzej tak jakbym dostała obuchem w głowę. Otrzymałam pomoc, wsparcie… po prostu rozmowę od osób, po których bym się tego nie spodziewała. Pokazały mi że mimo jakiś różnych emocji miedzy nami zawsze możemy na siebie liczyć nie ważne czy ktoś jest blisko, daleko czy jesteśmy rodziną czy traktujemy się jak rodzina. W tych dla mnie stresujących chwilach pewne więzi się umocniły, ktoś kto kocha czuję to naprawdę mimo upływu lat jestem ważna a nasza relacja oparta jest na prawdziwym zaufaniu. Mam brata mimo iż nie wiążą nas więzi krwi, mój Szwagier jest kimś dla mnie wyjątkowym i zamierzam mu mówić to każdego dnia. Ł także stanął na wysokości zadania, poradził sobie z dziećmi, psem , dla mnie też wreszcie schował pewne urazy do ludzi głęboko obiecał że wreszcie będzie tak jak być powinno. Co do reszty… zawiodłam się na tych ,na których mi zależało. Myślałam że będą pierwszymi osobami ,które napiszą smska co u mnie… tymczasem stałam się niewidzialna, odepchnięta… Już nie potrzebna.

Zrozumiałam o jakich ludzi ja powinnam dbać, jacy zawsze bliżej czy dalej byli i są nadal. Nie potrzebuję już sztucznych uśmiechów i poklepywaczy. Moimi problemami już nie będę karmić nieodpowiednich ludzi. Wiem że mogę ufać tylko nielicznym… tylko że teraz po prostu wiem że to mi wystarczy. Garstka ludzi , na których zawsze można liczyć. Pokrewieństwo nie jest ważne, dziś rodziną stać się może ktoś obcy, lub ktoś kto był obco traktowany wreszcie trafił na piedestał rodziny. Nie słowa a czyny pokazują jak i czy jesteśmy dla kogoś ważni.

Dziś śmiało mogę powiedzieć KOCHAM i jestem KOCHANA.


P.S Ci ,którzy mnie nie doceniali może kiedyś zrozumieją Kogo stracili.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz