O mały włos…

O mały włos straciłabym wszystko… W jednej chwili i pod wpływem emocji, zmęczenia czy jak to sobie tłumaczę… straciłabym moją najmniejsza miłość i całe jej zaufanie.

Adaś to taki mały uparty trzylatek, ciężką praca jednak wyprowadziłam i jego i siebie na prostą. Śmiało mogę teraz powiedzieć że przy nim mogłabym mieć nawet bliźniaki i nie było by to coś co sprawiło by że się załamie…
Naszą ciężką pracę, godziny rozmów, próśb i wreszcie sukcesów zaprzepaściłabym… w jednej małej chwili.

ZŁY DZIEŃ… taaa zawsze tak mówiłam, zawsze na to zwalałam. Od rana było coś a to zaspałam, albo nie było gdzie stanąć pod przedszkolem a gdy zostawiłam już dzieciaki jakiś idiota mnie zastawił i musiałam czekać… spóźniłam się na wyznaczoną wizytę u dentysty w efekcie czego przepadła a ja z bólem zęba i wściekła jak szerszeń wróciłam do domu, chwila na ogarnięcie i bach 14ta znowu po dzieciaki ,wracamy jedno marudzi a drugie trajkocze jak nakręcone i jedno o czym myślę to teleportować się na Majorkę…

Taki to był dzień…

Wrócił Ł sytuacja stała się opanowana ,dzieciaki padły spać a ja postanowiłam zrelaksować się przy żelazku w końcu jak rozładować nerwy to chociaż z pożytkiem. Rankiem wstałam z mega bólem… ten cholerny ząb dalej boli, nie wsypałam się bo za punkt honoru postawiłam sobie to prasowanie więc machałam te ciuchy do drugiej w nocy a żeby mieś w piątek spokój. Wstała Wika i wybyła do babci K na obiecaną wycieczkę i zostaliśmy tylko Ja i Adaś.

Mały nie był zachwycony brakiem siostry i wyraźnie dał mi to do zrozumienia… Wykończona poprzednimi dniami pękłam… Nawrzeszczałam na niego jak syrena policyjna… 

Boże jaka ze mnie idiotka!

Stał tak i patrzył na mnie a gdy ja skończyłam toczyć pianę ,zrozumiałam co zrobiłam.
Przecież Adaś z Wiką jak cień wszędzie i ma ją co najmniej za Bóstwo najlepsze, mogłam nie siedzieć do nocy z tym żelazkiem tylko wyspać się by mieć siłę na atrakcje dla niego a rankiem tez mogłam nastawić budzik by nie zaspać…. Mogłam ,mogłam…..

To nie jego wina.

Mój Mały, kocha mnie i jest taki ufny ale nie rozumie durnych matkowych pomysłów i nie musi. Płakałam sama nad sobą… Tak mi było przykro że wszystkie flustracje spadły na niego, na mojego skarba… Tak bardzo się bałam że teraz przepadło wszystko a jego napadów złości już nie powstrzymają moje słowa…

Gdy tak siedziałam w tej łazience i klęłam sama na siebie wszedł on… małą rączką otarł z twarzy łzy, wyciągnął dłoń „ cho mamo” i poszliśmy do salonu, leciał Król Lew… Usiadł przytulił się „TA MAMO” szepnął na ucho (kocham Cię mamo). Jest o sto razy mądrzejszy niż ja! I na szczęście moje (i mojej głupoty) dalej mi ufa a ja już nigdy przenigdy nie postawię spraw przyziemnych ponad moje dzieci.

Weekend wykorzystałam na czas tylko dla niego ,na to by świergolił mi po japońsku (czyt. Po swojemu) jakieś opowiadania, wymazaliśmy wszystkie kartki z bloku i zrobiliśmy sobie namiot z prześcieradła a dziś był spacer i zabrał na niego chyba tone zabawek… i co z tego ważne że był szczęśliwy a teraz czeka na powrót Wiki.






Każda z nas ma gorsze dni, złe chwile … Każda ma dosyć ,każda popełnia błędy jak ja.  Żaden człowiek nie jest idealny. Czasami szara rzeczywistość pokonuje nas, czasami przytłacza. Postarajcie znaleźć każdego dnia ujście dla swojej złości, po to tylko by wasze nerwy nigdy nie miały ujścia w dzieciach. Mały człowiek nie rozumie że pękła Ci opona i to jest taki koniec świata, dla dziecka Twój krzyk i złość jest tragedią… Przytul, pokaż że kochasz, ucz jak rozładować złość.


Adaś jest doskonałym przykładem na to że nerwy da się opanować, kiedyś złość wyładowywał na nas, na Wiki i na sobie … Bil, krzyczał … taki typowy dzieciak z marketu ,który rzuca się na ziemie i wali…

Dziś na atak złości reagujemy inaczej, podchodzimy i tulimy go nawet gdy do końca nie chcę, przytulam jego główkę do swojej piersi i tłumaczę ….Jak bardzo go kocham i że zlamany patyk t nie tragedia i znajdziemy inny fajniejszy … a gdy atak trwa dłużej …. Nucę mu melodie ,która zna od kąt przyniosłam go ze szpitala do domu…. Po paru chwilach wierzgania uspokaja się… Daje buzi a ja wtedy mogę mu powiedzieć jak powinien się zachować i wytłumaczyć wszystko. Myślałam że jest zbyt mały by zrozumieć „biadolenie” ale nie…. Rozumie wszystko i teraz znacznie częściej potrafi sam się opanować a życie nas wszystkich stało się o wiele łatwiejsze.

Praca z dzieckiem jest trudna… wymaga czasu i cierpliwości. Jeśli kiedyś popełnicie błąd tak jak ja ,wstańcie i starajcie się go naprawić dla siebie i waszych dzieci. 


Mały model dziś wam prezentował swoje nowe super buciki do zadań specjalnych. Są wygodne i lekkie a swoimi kolorami przywołają wiosnę!
Buciki możecie kupić  www.ministore.pl/
Wszelkie pytania kierujcie w wiadomościach na Fb Ministore.pl na FB lub po przez instagram ministore.pl - instagram . 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz