Życie bez lukru.

Wiecie jak mnie drażni to „bez lukru” zwłaszcza gdy chodzi  macierzyństwo!

Pisać prawdę o byciu matką bez ściemy….  Czyli bez owego „lukru” no że niby jak? Chodzi tylko o to ze mając dziecko nie daj panie więcej niż sztukę (bo troje i więcej to już choroba psychiczna albo jakiś mistrzowski poziom wtajemniczenia  lub zwyczajnie kiepski psycholog i słabe tabletki… czyli powrót do punktu pierwszego)  musi być Ci strasznie ciężko i najlepiej abyś ubrała szaty pokutne czyt. najlepiej powyciągany dres albo legginsy ze śladami obiadu Twojego dziecka (strawiony czy nie niema różnicy) bez stanika niech skarby natury falują Ci po kostki (Ew. przyklej je taśmą jak za mocno Ci wiszą) pamiętaj że przy tym stroju makijaż fiest zabroniony a kilkometrowy odrost na głowie bardzo wręcz wskazany! ….

Tyle o zewnętrznym aspekcie bez lukru, co się dzieje wewnątrz Ciebie? Sajgon! Powiadam , Armagedon i za chwilę rozlecisz się jak potłuczony wazon od ukochanej Teściowej…  Łeb Ci pęka każdego dnia, dzieciaki drą się jak wściekłe co rano –południe – wieczór. Cisza jest gdy śpią… ta śpią albo na Tobie albo obok Ciebie albo Ty śpisz pod ich łóżkiem modląc się do Bozi by Twój oddech nie obudził drzemiącego smoka…  Płakać Ci się chce bo koleżanki maja Cie gdzieś ( raz przez to że wyglądasz jak kupa nieszczęścia dwa że mniemasz czasu nawet pomyśleć o wyjściu) a Twoja kariera uleciała jak ptaki uciekające przed zimą…

To całe macierzyństwo bez lukru to jedna wielka tragedia….

Pewnie gdybym czytała, słuchała takich opowieści NIGDY Matką bym nie została…

Więc teraz LUKIER po mojemu.

Macierzyństwo to temat bardzo złożony, każda z nas widzi i czuje go zupełnie inaczej. Bycie Matką okupione jest wysiłkiem, troską ale też miłością . Pewnie gdyby było tak super łatwo tak porównywalnie do zakupu nowej torebki NIKT nie doceniał by tego jak wielki ma skarb. Skarb, o który inni walczą latami i maja głęboko w nosie te straszne „realia i brak lukru” a ciężar o jakim inni mówią dla nich był by niczym poranny oddech.

Dla mnie macierzyństwo było jak nowe życie. Wiem doskonale że bez niego dziś była bym innym człowiekiem … i obawiam się że niezbyt dobrym.  Moim lukrem były zjedzone obiady przez Wikę , brak gorączki przy ząbkach czy ładna kupka (i tak kupa może bardzo cieszyć). Z drugim dzieckiem doszedł strach ale czy to nie jest normalne? Mając w domu niespełna dwulatkę ( a w głowie syndrom ja SAMA zrobię wszystko najlepiej) bałam się jak pociągnę wszystkie obowiązki …. Syn nauczył mnie lepszej organizacji, przestałam marnować czas a gdy pozwoliłam sobie na pomoc bliskich to zwyczajnie zyskałam czas na to by wyjść na chwilę do koleżanki. Moje relacje z ludźmi uległy zmianie to prawda tak się dzieje gdy ma się dzieci. Na złe? nie sądzę! Ja stałam się łaskawsza dla innych ( nie dla wszystkich co prawda bo na szacunek trzeba sobie zapracować) pewne relacje umarły a koleżanki odeszły… Myślę że ja sama też zakończyłam pewne relacje bo ani były dobre dla mnie ani tez dla drugiej strony. Zaczęłam się obracać w towarzystwie „dzieciatych” te same problemy, troski, zainteresowania nagle okazało się że 99% procent naprawdę wartościowych ludzi i takich jakich chciałabym mieć przy sobie maja też dzieci, chcą je mieć i co najważniejsze lubią i akceptują moją rodzinę. Jeśli więc jakaś „psiapsi” odwróci się od Ciebie tylko dla tego że wybrałaś inna drogę jakim jest macierzyństwo to wiec że nigdy nie była prawdziwie blisko z Tobą.

Punkt widzenia zmienia się od punktu siedzenia… Za miast użalać się nad sobą wyciągnij plusy z obecnej sytuacji. Moje przerażenie z bycia podwójna mamą trwało chwilę, strach, obawa czy łzy zniknęły tak samo szybko jak minął mi pierwszy rok bycia mama dwójki dzieci. Moi znajomi patrzyli z niedowierzaniem gdy mówiłam że nasz rok z dzieciakami (ten pierwszy) to pikuś i niema się czego bać… ale tak właśnie było i nie zamierzałam kłamać że się umordowałam a teraz to będzie lżej… NIE NIE NIE jestem z siebie bardzo dumna że tak wszystko ogarniałam a największym lukrem,nagroda czy jak to nazwać DZIŚ jest dla mnie to że dzieciaki świata poza sobą nie widzą , są jak swoje cienie czy bliźnięta, kochają się i chciałabym by było tak zawsze.

NIGDY nie obejdzie się od cięższych chwil, kłótni czy przepychanek między dziećmi. Nie obiecam Ci że nie będziesz miała dosyć , nie powiem że z nerw nie wyładujesz się na dzieciach ( mi się zdarza… żałuje ale mam odwagę się do tego przyznać a przede wszystkim walczyć sama ze sobą) albo że nie będziesz chciała rozbić talerza o głowę partnera ( ale pohamuj się bo szkoda porcelany!). NIE ZAWSZE jest słodko ale NIGDY NIE POZWÓL by złe chwile przysłoniły Ci te dobre … LUKRU BĘDZIE ZNACZNIE WIĘCEJ gwarantuję!























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz