Maj

Ostatnie dni były dla nas niczym kolejka górska raz wysoko i dobrze a za chwilę przy ziemi i bardzo źle. Huśtawka nastrojów i niezłych emocji dała się chyba nam wszystkim mocno we znaki. Na wolne dni jak nigdy czekaliśmy z mega utęsknieniem by wyrwać się od miasta i wszystkiego tego co przytłacza. Pierwsze chwile spędziliśmy troszkę oddzielnie Mama z Wiką wybrała się do koleżanek na kawę , Adaś z babcią T pojechał za miasto a Tatowy wybył na pępkowe. W sobotę rano nie było złudzeń szybkie pakowanie i uciekamy. 
Trzasnęłam drzwiami od auta i zwyczajnie się odcięłam , przestałam rozmyślać co robię źle i jak to zmienić, jak naprawić coś co już się zdarzyło... ale nie da się bo nie mam super mocy by cofnąć czas...
Telefon przez kilka dni bezwładnie leżał sobie na szafce w kuchni u babci K, zaglądałam tam tylko na chwilę a najchętniej wywaliłabym go przez okno jak i całe ostatnie wspomnienia.
Kawa w towarzystwie ukochanych ludzi i przy dźwiękach wsi smakuje znacznie inaczej niż w domu... znacznie lepiej. Doba trwa za krótko.... Wolne chwilę uciekały a ja starałam się nałapać tych chwil razem jak najwięcej. W poniedziałkowe popołudnie siedząc sobie od tak na worku kory wpatrując się w biegające dzieciaki a zaraz za nimi w Ł ,który starał się dogonić uciekające Łobuziaki zrozumiałam... nie naprawię świata. Nie jestem wstanie skłonić kogoś do mojego punktu widzenia czy zrozumienia sytuacji, nie zmienię sie bo ktoś tak chce... Czas pogodzić się z tym że nie wszyscy musza mnie akceptować ale też ja nie muszę wcale starać się dogodzić wszystkim kosztem własnego szczęścia. 

Wbrew pozorom weekend przyniósł wiele dobrego ,wiele zmian... (o tym innym razem gdy magia zacznie się dziać) nie wiem czy wszystkie będą dobre. Zobaczymy co nam czas przyniesie a ja wiem jedno czas najwyższy być szczęśliwą tak po prostu i otaczać się tylko właściwymi ludźmi. Wiecie powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" dla mnie ostatnio nabrało większego znaczenia.... bo gdy w tej potrzebie się znalazłam szybko okazało się kto tak naprawdę przy mnie jest i kto dobrze mi życzy. Oprzytomniałam... i postawiłam na siebie czy się to komuś podoba czy nie. Zawsze mówiłam że "szklanka jest do połowy pełna a nie pusta" jednak tej zasady do ludzi stosowac już nie będę... nie wszyscy są dobrzy jak to sobie zakładałam... 

Zawsze będąc na wsi oddycham ze spokojem, oczyszczam duszę i głowę... teraz też tak było ... mam nadzieję że starczy mi tego zapału na znacznie dłużej. Z majówki wróciliśmy z gilunem i weekend całej ekipy znów sie wydłużył... hmmm mam nadzieję że do piątku choroba nas odpuści i znów uciekniemy za miasto ... tam gdzie nasze miejsce.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz