Wrażliwiec.

W dzisiejszych czasach bycie wrażliwcem to wcale nie jest zaleta a wielka wada! Tak wada dobrze czytacie. Przerobiłam to sama na własnej skórze, zdrowiu...
Dotychczas zawsze się wszystkim przejmowałam... mimo iż byłam na kogoś cholernie zła rozmyślałam jak to ja mogłam postąpić inaczej... Druga strona zaś miała w dupie to że podniosła mi ciśnienie ba że jest mi przykro ... a tak właściwie o co mi chodzi... no tak przeżywa, a kłopoty z sercem ( lub inne) to zapewne tylko tak na zawołanie by znów skupić na sobie uwagę... takie to śmiechy słyszałam za plecami.... całymi latami. Nic nie mówiłam w myśl zasady " nie dyskutuj z idiotą" ale co nie znaczy że swojego nie myślałam. Przykrość i brak zrozumienia narastały, bardzo długo nie mogłam zrozumieć że coś się nie układa chociaż się staram, wybaczam i daje kolejne szanse na dobre relacje.
W wrześniu ubiegłego roku spotkałam dawną znajomą ,której w skrócie opowiedziałam z czym się borykam, co się pozmieniało u nas.... Powiedziała mi tak oj "Ilonka nic się nie zmieniło , dalej sie podkładasz wszystkim do bicia". Zdziwiłam się o co jej chodzi... przecież mam swoje zdanie na wiele tematów.... " co z tego że masz? a mówisz o tym głośno? jak Cie znam to NIE! i pozwalasz dalej ludziom wchodzić sobie na głowę... co nie mam racji?" MIAŁA, trochę to zajęło za nim to pojęłam. To nie tak że ludzie wszyscy są źli a ja ok , nie nie Ja pozwoliłam pewnym osobom sobą rządzić, wpajać w moją głowę czyjeś racje.... z poczucia wstydu nic nie mówiłam bo czasami bałam sie co ludzie powiedzą, bo ktoś kto sprawiał mi przykrość był członkiem rodziny czy dawnym przyjacielem, znajomym no i nie wypada .... celowo napisałam BYŁ bo mimo wszystko ,mimo tego kim dana osoba w moim życiu jest nie powinnam pozwolić sobą manipulować i grać na uczuciach wedle czyjegoś kaprysu.
Postanowiłam zmianę, skoro coś mi nie pasuje to mogę to powiedzieć głośno, nawet powinnam. Myślałam że to oczyści atmosferę , nie będzie nie domówień a ludzie zaczną liczyć się z tym co ja czuję. Przełamałam się bo w końcu ile można być zaszczutym i ile można pozwalać by ktoś się natrząsał, naśmiewał i chciał dyktować mi swoje warunki.
Kilka dni skupiałam sie na tym z jakimi ludźmi mam kontakt, kto ma na mnie wpływ... Zrozumiałam że nie mam się czego bać a i tez wcale nie jestem od nich gorsza, mniej ważna czy głupia. Tak na prawdę w wielu sprawach byłam lepsza i gdybym tylko wcześniej potrafiła sie odezwac to ja mogłam dać komuś rady.
Ł wpoił we mnie odwagę i ruszyłam do działania.
Zaczęłam mówić że to mi się nie podoba, takie traktowania mnie sobie nie życzę, a o rady poprosze gdy będą mi potrzebne. Nie reagowałam na durnowate zaczepki osób kreujących swoje zycie na idealne gdzie w rzeczywistości wszystko sie wali na łeb ...
Co się okazało?
Wielkie poruszenie.... bo niby jak to? Odpyskowała, kazała się odczepić , nie wtrącać zwłaszcza w kwestie dzieci, twardo zakreśliła granice , stała się chamska, podła....
Nie moi drodzy nie podła nie chamska.... stałam sie taka jak WY! Przestałam być dziewczynką do bicia i pomiatania, zahukaną bo nie wypada się odezwać, bo dupę obrobią.... mam to wszystko teraz w nosie!
Gram w waszą grę i wiecie z twarda skórą z mówieniem w prost jest mi łatwiej.
Dalej kocham ludzi i dalej gdzieś ten wrażliwiec siedzi ,który żałuje że nie potrafił sie dogadać z pewnymi ludźmi chociaż bardzo chciał. Teraz tylko nauczyłam się jak w tym świecie trzeba postępować ... to brutalna rzeczywistość, w której nie ma sentymentów bo nawet "teoretycznie" najbliższe osoby mogą chcieć wbić Ci nóż w plecy, świat w którym liczy się kasa , znajomości i brzydko mówiąc kto głośniej szczeka .... i nie ważne czy ma racje... ważne że Cie przekrzyczy.
Odnajduję się w tym jakoś , może mam mniej znajomych i może jestem inaczej postrzegana ale już nie cierpię tak jak kiedyś , nie zamartwiam się tym co będzie, tym że ktoś się obrazi i pogniewa... Jakoś inni o mnie sie nie martwili... więc obrałam sobie zasadę że nie muszę być dla wszystkich słodka jak cukierek i też wszyscy lubić mnie nie musza , ważne bym była akceptowana przez najbliższe osoby, by doceniały mój charakter i wyciągały ze mnie tyle pozytywów ile sie tylko uda.

Nie wiem czy chciałabym wrócić do poprzedniego stanu umysłu, sporo mnie to kosztowało... a i ten świat nie lubi takich jak ja... wrażliwych osób, mając otwarte serce można liczyć na porządnego kopa w dupę od świata... a ja już ich wiele dostałam , czas teraz na zmiany.

Zagryzłam więc zęby i postaram się utrzymać na powierzchni...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz