Gdy kończy się dzień.

Przyszedł weekend, jak zawsze staraliśmy się zaplanować go tak by dzieciaki miały frajdę z tych kilku dni tylko dla nas.
Sobota była na Ranczowisku za miastem, urodziny koleżanki Wiki ,cała masa dzieci ,uśmiechu ,radości. Tego dnia po raz pierwszy zakuło mnie serce ,poczułam ciepło i taki specyficzny zapach. Nic nie jest w stanie przebić uśmiechu dziecka, pierwszych pisków i tej wielkiej radości w oczach. Chwile czasu ponosiłam piękną Dziewczynkę , patrzyła na mnie a ja czułam jak zalewa mnie fala gorąca.
Nie było czasu na myślenie przecież zabawa trwała dalej a ja musiałam biec do Adka by karmić z nim kózki.
Dzień się kończył dzieciaki spały a ja wiedziałam że coś się zmieniło.

W niedziele poszliśmy na Jarmark, wizja ogromnych lodów dopadła nas już od rana. Świeciło piękne słońce ,było nam tak dobrze.
Miasto zalane było tłumem ludzi i chociaż nie za bardzo lubię takie imprezy tego dnia było mi to zupełnie obojętne. Dzieciaki też były spokojne, co chwile zachwycali się tylko szpargałami i bibelotami ze straganów a ja jedyne co widziałam przed sobą to ciążowe brzuszki i małe dzieci... czułam jak coraz mocniej ściskam Adasia za rękę by go tylko nie wypuścić i nie stracić z oczu.
Szłam jak w letargu, jakby nieprzytomna i bez wyrazu i pewnie gdyby nie Adaś byłabym gdzieś myślami dalej zawieszona....
Mamo kochasz Adasia?
Zupełnie wyrwało mnie to z ziemi. Oczywiście że TAK!
Tego dnia już do końca nie schodził z moich rąk, tulił , gładził i kochał ... wiedział że jest mi to potrzebne.
Dorosłym się wydaje że dzieci ni nie rozumieją ... a tymczasem widzą więcej niż nam się wydaje.
Noc nastała szybko, Wika z Adasiem uradowani nowymi klockami od babci K padli spać...
Ł zmęczony też położył się wcześniej.

Zostałam sama... dzień się skończył.

Siedziałam tak na progu balkonu i gapiłam sie w niebo ... Zastanawiałam się co się ze mną do cholery dzieje, przecież nie mamy jakiś problemów, nie mam się czym martwić a powodów do radości jest znacznie więcej niż kiedykolwiek.
W głowie jedyne co miałam to dzieci, ich oczy i roześmiane buzie...
Tęsknie za naszym dzieckiem, za tym, którego nigdy nie zobaczę , które nigdy nie powiem kocham Cię mamo.
Myślałam że jestem twarda, rozumiem co się stało i tak miało być ... Chociaż głowa rozumie, serce jest rozwalone na milion części i do dziś dnia nie potrafi sie pogodzić ze stratą.
Ja zawsze chciałam mieć troje dzieci, od zawsze o tym marzyłam i niczego w życiu tak nie chciałam. Wiem że nie zawsze wszystko można mieć , nie zawsze się udaje i w moim przypadku to marzenie już nigdy się nie spełni. Pewnie nigdy się z tym nie pogodze mimo iż będę sobie wmawiać że jest inaczej... To taki niby film wiecie , fajny jest a zakończenie do bani ....

Mało kto mnie rozumie, mało kto jest w stanie pojąć jak bardzo mi z tym źle, bo przecież mam dzieci i tak kocham je są światłem mojego życia ale dla kobiety ,dla mnie świadomość tego że miałam mieć więcej dzieci i że mogłam tylko "coś" się stało nie daje mi czasem żyć.
Dla mnie krzywda dziecka , strata dziecka jest najgorszym bólem i cierpieniem nawet nie umiem tego opisać w słowach ... to coś czego nie da się wymazać ,zapomnieć i zamieść pod dywan.
Zdałam sobie sprawę że nigdy nie będę w stanie przejść z moją stratą do porządku dziennego, nigdy nie zapomnę.

Prawda jest taka że gdy kończy się dzień ... Ja myślami jestem z nim, patrząc w niebo mamy chwilę tylko dla siebie.


niewiele tak czasu nam było dane
zaledwie kilka tygodni
to jakby nuty raz tylko zagrane
fragmentu twojej melodii

lecz ja nauczyłam się ich na pamięć
i będę po cichu nucić
czasami tylko mój głos się załamie
bo wiem, że nie możesz wrócić


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz