Narodziny nowej rodziny.

Czas ciąży minął mi niezmiernie szybko i chociaż czasami miałam dosyć bycia błogosławioną i chciałam zwyczajnie już urodzić ... jak pewnie większość mam pod koniec ciąży, śmiało powiem że był to najpiękniejszy czas mojego życia ta pierwsza ciąża jak i kolejna czy ostatnia.
Kiedy się urodzisz ? mówiłam do brzucha Blankowego... i niecierpliwie odliczałam dni do godziny zero tak naprawdę nie znając dnia kiedy faktycznie ma to nastąpić.... Śmiałam się że nasza mała Diablica, która tak mocno mnie kopała zrobi mi psikusa i przyjdzie na świat w tedy kiedy to Ja nie będę się spodziewać ... tak było!

Niedziela 17 czerwca, słońce tego dnia już o 5 rano pukało do okna... Zdążyłam zamienić jeszcze kilka słów z koleżanką ,która była raptem kilka dni po porodzie... " rodzisz? zapytała?? bo czekamy tu na was z salą.... - co Ty nie... nic się nie dzieje ... mamy jeszcze czas." 20minut po tych słowach odeszły mi wody :) Mówiłam że to moje dziecko ma charakterek ?
Powoli zaczęliśmy się zbierać do szpitala, bardzo zależało mi na ciszy, spokoju i ciepłej atmosferze ... bez stresu ... o ile można nie czuć ekscytacji z nadchodzących zmian...
Ucałowałam dzieciaki, Babcia Tereska przybiegła do nas z prędkością błyskawicy i ruszyliśmy.
Zameldowaliśmy się na IP równo o 7 rano ... i jak to Ł mówi w szpitalnej koszuli równie mi do twarzy co małej czarnej ;p ja nie wiem do dziś czy to komplement  ;p  półgodziny po całej papierologii i zapoznaniu z salą w jakiej na świat miała przyjść nasza dama ... impreza się zaczęła.
9.35 usłyszałam najsłodszy krzyk na ziemi - głos mojego dziecka,ciężko opisać te buzujące w nas emocje, miłość jaka krążyła w moim ciele... byłam totalnie przeszczęśliwa. Dotarło do mnie że już jest, już Ją mam. Urodziła się tak jak ja chciałam i w tedy kiedy Ona chciała.

Na nasze szczęście wszystko potoczyło się dalej bardzo dobrze i już na drugą dobę wróciłyśmy do domu. Dzieciaki szał, szczęście i niedowierzanie Ja szok by ogarnąć to wszystko ....Teraz po pierwszym tygodniu takiego efektu wow i kulminacji emocji przy tym wiem że damy radę.
Z czasem codzienność się układa, klocki składają w jedną całość a ja już nie wyobrażam sobie innego życia.

Szczęście ma wiele imion, moje to Wiktoria ,Adam, Blanka i Łukasz. Fajna z nas ekipa , fajna rodzina. Dzięki nim nie boję się już marzyć, nie boję się chcieć i nie boję kochać. Niby to nic nadzwyczajnego ale jednak w dzisiejszych czasach wielu ludzi nie okazuje uczuć... Ja zamierzam okazywać je na każdym kroku.
Rodzina ponad wszystko <3


2 komentarze:

  1. Agnieszka Ciemińska25 czerwca 2018 11:04

    Gratulacje, miesiąc minie i snu będzie znacznie mniej :) Jak coś to jestem na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Elżbieta Ozga25 czerwca 2018 11:14

    Gratulacje :) Moja Ada dziś kończy miesiąc :) Adaś też jest nią zachwycony, powoli wszystko się układa.

    OdpowiedzUsuń